melii blog

Twój nowy blog

Bo pisać to dawno tu nie pisałam. Milion wymówek, ale są sprawy które mnie ruszają. I tak ruszyło mnie. Ruszyło mnie to, co nasz rząd zrobił z trójpodziałem władzy w naszym kraju. W sumie już go nie ma.
Po kawałku, misternie, wbrew protestom zdemontowali Trybunał Konstytucyjny. Minister sprawiedliwości jest prokuratorem generalnym i może w prokuraturze wszystko(żeby tylko w prokuraturze). Dziś do Senatu trafiła ustawa o KRS, która gładziutko(a jakże) przeszła przez Sejm. A w przyszłym tygodniu pod obrady Sejmu trafia ustawa o Sądzie Najwyższym. Jak coś pomyliłam, to proszę o sprostowanie. Ale chyba wszystko dobrze zapamiętałam.
Serio, to się nie dzieje.
Nie twierdziłam, że było idealnie. Ale jak to wczoraj w jednym z programów porównano, były bezpieczniki, które nas chroniły. Jak zostaną wymontowane wszystkie, w razie zwarcia grozi nam pożar.
W sumie w mojej subiektywnej ocenie, to już się pali. Straży pożarnej w postaci jakieś opozycji czy też innej siły jednak nie widać.
Coraz mniej mi się to podoba.
I nadal jedyną, niepojętą, niezrozumiałą dla mnie sprawą jest kto do ch*** głosował na tych ludzi i dał i pełnię władzy. Ludzie w rozmowach zazwyczaj się zapierają, ale kurna ktoś głosować musiał. Ktoś ich wybrał. Więc szanowni wyborcy, Ci co głosowaliście ale nie chcecie się do tego przyznać, gratuluję. Oby wam się czkawką odbijało do śmierci.

Droga Gosiu gdzie popełniliśmy błąd, się pytam?
Pytam się na serio. Może jakaś superniania pomoże? Psycholog? Terapeuta? Bo co jak co, ale nawyki kształtowaliśmy od początku. Dużo warzyw, owoce. Wszystko home made. Ci co nas znają i u nas bywają wiedzą, że nie uświadczą czipsów itp. Na przekąski w domu rodzynki, orzechy. Oraz że nie stołujemy się w fastfudach. Sama gotuję, piekę. A owszem i ciasto domowe jest. Ale wszystko jak najzdrowsze, jak najbardziej naturalne. I dużo kaszy w jadłospisie. Zarówno jaglanej (umiem zrobić ser z jaglanej i sernik!) i gryczanej. Chleb najlepiej żytni. Warzywa na parze, mięso ryby duszone, gotowane. Do tego od samego począteczku posiłki staramy się zawsze razem jadać, aby dobry przykład dawać. Lubimy tak. No mogłabym tak długo nas chwalić. Do tego dodam że jedna babcia jest orędowniczką zieleniny (i chce z nas króliki zrobić), druga specjalizuje się w kuchni lekkostrawnej i bezcukrowej i bezsolnej.
No i do rzeczy panie. Otóż dziecko nie je. Znaczy się je, żeby nie było karmimy juniora. Problem w tym, że junior odmawia współpracy w zakresie żywienia i spożywania przygotowanych pokarmów.

Wszystko jest z założenia niedobre. Mięsko które mogło zastępować wszystko jest niejadalne, ryba to zło konieczne. O warzywach i owocach nie wspominam, bo serce me krwawi niczym sok z buraków, które nomen omen są jednym z nielicznych warzyw, które dziecko raczy spożywać. Do tego zacnego grona dodam szpinak, biały serek, jogurt naturalny i banan.
Prawda, że bardzo urozmaicony jadłospis. A no oczywiście pomidorówka i makaron z sosem pomidorowym(ale pomidory już blee).

Tyle kurna pierdzielą wszędzie o zdrowych nawykach, o urozmaicaniu diety, o dawaniu dobrego przykładu. Pocałujcie misia w pupę!!!! I niech wam pokrzywa wyrośnie na nosie!!!! A co jak nakładam klątwy, to porządnie i na wszystkich.
Powyższym obalam kolejną teorię wychowawczą. Dziecko jak wół, jak się zaprze to nie ma opcji. Bo jak inaczej to wytłumaczyć? Ja bardzo chętnie poszukam miejsca w którym błąd popełniliśmy. Tylko jak tak na chłodno kalkuluję, to kurna nie widzę.
Mało tego, junior chętnie ze mną gotuje (na razie jest ekspertem od jajecznicy i ucierania ziół w moździerzu) i widzi jak wiele rzeczy ja próbuję, smakuję, daję mu do powąchania zioła, pokazuję warzywa. Chętnie pomaga w kuchni, ale jeść a nawet próbować odmawia.

Odmawia do tego stopnia, że ostatnio jak popełniłam, mówiąc nieskromnie, obłędne muffiny z borówkami, to po mojej uwadze że mi przykro jak wydłubuje borówki ze środka, oddał muffinę i w ogóle nie chciał już babeczek.
No i jest jakaś mądra głowa, która mi to wytłumaczy?
Ja nadal naiwnie wierzę w bajkę o łodzi i że mu przejdzie (kiedy kurna??), że znów będzie zajadał się kiszonymi ogórkami i warzywami na parze. Że fasolka będzie smaczna i szyneczka na kanapce da się zjeść. Duszona ryba i pieczony indyk znów będą pycha. I nie będzie wydłubywał rodzynek z sernika!!!

eM postanowił, że też będzie blogować. No cóż, póki co to ja mam bloga od hmm dawna :) i również od mniej dawna coraz to mniej tu pisuję. Obiecałam sobie ostatnio, że będę częściej. Że będzie ciekawiej. Że będą czytelnicy (ha ha ha sama się uśmiałam).

Najwięcej jest podobno blogów o modzie, i te są najchętniej czytane. Tak twierdzi eM. Bo jak się chce prowadzić bloga, to najpierwej się risercza robi, co jest poczytne. No ale ja i moda to tak jakby mało po drodze. Choć przyznam się bez tortur, że zaglądam na jednego czy dwa. Sama mam dość radykalne poglądy np. chyba już kiedyś o tym pisałam, że leginsy powinny być ustawą zabronione, bo nie ma nic ochydniejszego niż falujące poślady. Mam jeszcze kilka innych radypoglądów toteż może jak już, to krytyka modowa.

Sport – hmm no jakby to ująć delikatnie. Pocić to ja się bardzo nie lubię. Pozerstwa  nienawidzę. Ale marudzenia, że dupa rośnie też nie lubię (choć moja ostatnio chyba tak jakoś z letka się zwiększyła czy cuś). W każdym razie pozostanę przy swoich sprawdzonych gimnastykach i tyle. Może eM niech też o (nie)bieganiu pisze. Muszę mu to podsunąć. Bo niby biega, ale jakoś tak nie biega.

No to co? kuchnia – lubię, owszem i zjeść i ugotować. Baa śmiem twierdzić, że nawet potrafię coś tam dobrego zrobić (nie chwaląc się pasztet na święta i sernik wyszły obłędne).

Wiem o dziecku, tylko o dzieckach już tyle blogów, że szkoda pisać. I w rezultacie będzie o niczym. I zapewne będzie rzadko. A TK uznał, że ustawa o wieku emerytalnym  jest ok. Cóż. Bardziej mnie interesuje co powiedzą w kwestii OFE. I nie, ni będzie o polityce. A nat wczoraj miała przedostatnią chemię. Jak to szybko mija. 5. Jeszcze 6 i zabieg. I musi być dobrze. Musi.

To ja może posprzątam łazienkę.

Pod koniec stycznia już było wiadomo na pewno. Ale jak mi N pierwszy raz przez telefon powiedziała. To w trakcie rozmowy musiałam się gryźć po języku. Jak się rozłączyłyśmy to się popłakałam. I do końca stycznia liczyłam, że to pomyłka. Złośliwy pasqd. Lekarze najpierw wdrożyli chemię. W przyszłym tygodniu będzie trzecia.  Mastektomia wstępnie maj. Po ostatniej chemi był good news, pasqd pękł i się nie powiększa. Ale N pożegnała swoje piękne kręcone włosy. Jeszcze brwi zostały i rzęsy.
Wczoraj wpadła do biura. Wyściskałyśmy się mocno. W czapeczce z polaru i czerwonej sukience jak krasnoludek wyglądała. Twierdzi, że zaczęła puchnąć po sterydach. Na razie my tego nie widzimy. Ale musi wiedzieć, że wszyscy jesteśmy z nią. Z Nimi, bo Mi twardo stoi u jej boku.
Nie sądziłam, że tak będę przeżywać. No ale dotychczas wszelkie mi znane chore na raka kobiety to przyjaciółki – równolatki mojej mamy. A N? N jest moją rówieśniczką.
Jakie to wszystko jest popierdolone.

Będę zanosić, podnosić i dziękczynienia pewnej NatLi składać też. Otóż mija rok czasu jak zaczęłam używać oleju. A to dlatego, że w 3 dni przed Bożym Narodzeniem 2012 obsypało mnię najpierw a później gębala mi tak spuchła, że jak nie przymierzając malina w szczycie sezonu wyglądałam. Nie wiadomo od czego, ale przypuszczalnie od czegoś co było w kosmetykach pielęgnacyjnych, jakich do twarzy używałam. Kuracja lekami antyhistaminowymi w ogromnych ilościach pomogła. Tylko pytanie było czego używać, żeby znów maliną się nie stać. I wtedy NatLi podsunęła mi olejek arganowy. Zakupiłam buteleczkę na próbę w sklepie marokańskim. 100% oleju, bez dodatków. Oryginalny.
Szanowni Państwo od roku używam olejku, smaruję twarz rano i wieczorem po myciu na mokro. Poza twarzą i szyja i inne części ciała i dupsko Filona też wysmarowane nie raz było. Nie chcę przechwalić. Ale jeszcze mi się nic tak cudnego z kosmetyków nie przydarzyło. Ku zaskoczeniu i uprzedzając zdziwienie, po olejku twarz się nie błyszczy!!! A dotychczas inwestowałam w drogie kremy matujące. Tadam a tu taki szoking. W ogóle cera ładniejsza, skóra mięciutka. Bez problemu można robić make up.
Nie kupuję olejku w drogeriach. Zamawiam przez internet. Jest bardzo wydajny. A ponieważ jestem z niego bardzo zadowolona postanowiłam ten hymn o nim napisać. A i jeszcze trzeba oddać, że robi też dobrze na siano na głowie if you know what I mean.
Zatem olejek arganowy mili państwo.

Zrywy to ma  że hoho. Ale po prawdzie, po tych całych zmianach blogowych mam trzęsiawkę jak mam się tutaj zalogować. Zawsze mam problem żeby się odnaleźć gdzie co jest, jak działa. Naprawdę ja bardzo chce, ale że kurna nie mogę. Ni i uj. A że jestem totalnym lamerem i sama sobie poradzić nie umiem z ewakuacją to tkwię tutaj jak ten kołek.

Ale o czym to miało być. A tak o prezentach. Tak sobie pomyślałam, że w tym roku będę cwańsza i już w listopadzie zakupię wszystkie prezenty, żeby później nie świrować. Oczywiście eM pewnie wyjdzie z założenia, że w ogóle to po co kupować jakiekolwiek prezenty komukolwiek. Ale ja lubię dawać, lubię sprawiać przyjemność. I tu pojawia się problem taki tyć tyć, malusieńki. JA POŻĄDAM połowę księgarni. Jest tyle książek co chcę przeczytać, że aż mi żal dupę ściska z barku czasu. I nie wiem jak to robią inne, ale ja kurna nie daję rady. W pracy czytać nie wypada,  no tak zwyczajnie nie. Po pracy ogarnąć chatę, żarcie, dziecko odebrać, zabrać, pojechać, przyjechać. Nie daj jeszcze zakupy jakieś zrób i już 8 więc kąpiel i nyny. Walczymy z zasypianiem a później jakieś pranie może przeprasować jakiś lum na następny dzień i padam na ryło z perspektywą pobudki o 5 lub o 6 w zależności od dnia. Mobilizując eMa oraz pokłady chęci głęboko zagrzebane udaje mi się choć raz w tygodniu iść na joge albo bb. W sumie powinnam chodzić 3 razy w tygodniu, no ale nie bądźmy drobiazgowi. Kto by tam sprawdzał. jedno jest dobre, po zajęciach czuję wszystkie mięśnie ale czuję się o niebo lepiej.

Więc teraz poproszę o receptę gdzie do cholery znaleźć czas na czytanie książki. Tak w ogóle to bym chętnie poleżała i popachniała z książką w ręce i winem w drugiej. Niestety ostatnimi czasy po lampce wina lub przeczytaniu jednego akapitu zasypiam tempem szybszym od najszybszego pendolino. Więc zastanawiam się tak czy kupować książki czy nie. W każdym razie mały człowiek z pewnością dostanie książkę pod choinkę, gdyż albowiem w dniu wczorajszym przyszło akwarium, teraz pukę kamloty i jutro przyjadą rybki, które już od sierpnia czekają za nowym domem. Więc prezent dla potomka mamy z głowy.

Czy mówiłam, że poza dłuuugą listą ksiązkowych mam jeszcze dłuższą litanię z płytowami? No to mam. A w ogóle to bym musiała bank obrabować żeby te litanie zrealizować. Dziękuję za uwagę, do widzenia.

Człowiek będący mężem sprawił mi ostatnio ogromne wyznanie miłości. Otóż dostałam wymarzonego thinkpada z supersystem i fooogóle :) Dobra komputer leży od 2 dni i czeka na nasz pierwszy raz sam na sam. Nie mam czasu nie mam nastroju.
Roboty dużo, że nie wiadomo gdzie ręce wsadzić, więc jak mawiał klasyk ‚najlepiej do kieszeni’. No ale Zeus nakazał robić robotę, więc pracujemy jak te małe mróweczki. No a że sezon urlopowy, to ogólnie wielka dupa. Bo nigdzie się nie można dodzwonić/dogadać/załatwić/doprosić. I tylko ‚jak wróci z urlopu to się sprawą zajmie’. No może tak reaguję, bo nasz urlop dopiero we wrześniu i to późnym wrześniu. A do okoła wszyscy opowiadają o wakacjach albo się na nie pakują.
W każdym razie powinnam teraz pisać dwa bardzo rezolutne odwołania. A nawet cy. Ale staram się uświadamiać ludziom, że aby coś miało sens i dało wymierny skutek, to musi mieć solidne podstawy prawne. A nie, że mam pisać bo tak i już. Szkoda, że nie wszyscy zdają sobie sprawę. A robota się sama nie zrobi.
Tyle mi rzeczy do głowy przyszło, żeby opisać, że zaczęłam gubić i mylić wątki. Tak więc jak już przy robocie, to niech robię. Postanowiłam się wykazać i zabłysnąć. Może się uda.
Nic to, wracam do roboty.

Bloguś do mnie napisał, w trosce jakobym umarła. Cóż. Nadal żyję. Ale przyszło mi do głowy, co by gdzieś zdeponować hasło i login do bloga. Jaki testament wirtualny sporządzę. W każdym razie żyję, miewam się dobrze. A przynajmniej tego się trzymam. To podstawa. Czas tak zapierdala, że kuwety nie ogarniam. Zastanawia mnie jedno – ci wszyscy co blogują/twitują/fejsbuiją. Albo cierpią na nadmiar wolnego czasu, albo faktycznie nie potrafią żyć bez owych mediów. Ostatni czas pokazał mi samej, że potrafię się odciąć. Telefon przeszedł zabieg czyszczenia czy co to tam eM z nim zrobił. Więc wszystko pousuwane i na nowo do zrobienia. Do dziś tylko mam maila – bo to akurat potrzebne. Ale nic po za tym. W sumie gdyby nie maila, to nie wiedziałabym że blip się tak o mnie troszczy.  Wypadałoby może jakieś fotolovestrory wrzucić, bo niby teraz bardziej to możliwe. Ale znając moje umiejętności oraz złośliwość losu nie będzie to możliwe.   Skoro nigdy nie udało mi się wrzucić na bloga żadnego foto, to nie liczę na to i tym razem.

SMOOTHIE

Brak komentarzy

1 mango
1 avocado
1 pomoarańcze
pół pomelo
odrobina soku z cytryny
trochę mleka (wedle uznania)
wszystko do wysokiego naczynia tudzież blendera i miksować na gładko
mega słodkie, mega sycące a bez cukru i jak wynika ze składników – o zgrozo zdrowe
wychodzi jakieś półtora litra a cenowo w granicach 13pln. za taką ilośc może być.

SUNRISE

Brak komentarzy

Za prawie miesiąc pykną nam 2 lata. 2 lata we trójkę. Serio jakoś to nie dociera do mnie. Mysz jest wybitnie ‚do przodu’ Myszem. Przynajmniej jak patrzę na dzieci w jego wieku i na niego. No nic różnica kuje po oczach. Tu sobie połechtamy z eMem nasze ega – dobre geny Mysz dostał. Trzy rzeczy zostały do dopracowania, ale najwidoczniej Mysz ma inne priorytety w życiu i pielucha mu nie przeszkadza (a już tak pięknie na nocnik sikał). Kolejną sprawą jest podobno nasz kardynalny błąd wychowawczy czyli butelka. Młody nie uznawał smoczków. I jedynie butelka go uspokajała. Dlatego z butlą zasypia do dziś. I niestety pija tylko z butli. Owszem kubek też czasem przejdzie ale przy okazji cały Mysz i okolica są ujebane od napoju jaki dziecko akurat wypijało. Pół biedy jak jest to sama woda. Na koniec moje ulubione niedociągnięcie, które co życzliwsi oczywiście nie omieszkują wypominać. Mysz nie mówi. Choć ja bym to ujęła nieco inaczej – Mysz nie używa języka polskiego do komunikowania się z otoczeniem. Uparcie wierzę i twierdzę, że jak już przemówi to od razu w trzech językach obcych i budując zdania wielokrotnie złożone. Brum brum, bebe, chau, mama, tata, baba, dada, paa wbrew pozorom też może służyć do budowania pełnych zdań. Np. Tata brum brum baba, kiedy zobaczył przez okno, że ojciec przyjechał do domu autem babci.

Tak piszę i rozkminiam tego bloga. W ogóle po wielkich przebojach udało mi się do niego w końcu dostać. Wcześniej nie miałam tyle czasu żeby wytrwale bawić się w zamiany hasła itp. Zobaczymy co to gówno potrafi i co mogę faktycznie tu zrobić.

Oczywiście jeszcze nie doszłam do tego, ale już widzę że to se ne da tak łatwo, zatem piosenki na dziś:

oraz


  • RSS