melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2003

‚Worek Kości’ Stephena Kinga męczyłam już od dawna, ale dopiero ostatnio szczęśliwie dobrnęłam do końca. King-autor poczytnych powieści z dreszczykiem, tym razem delikatnie mówiąc, niezachęcał od pierwszej strony. Mike-główny bohater wspomina swoją zmarłą żonę. Nie da się ukryć, iż cała książka podszyta jest erotyką['(...)jej satynowe majteczki pod poduszką na kanapie w salonie', 'ileż to razy kochaliśmy się na biurku w gabinecie']. Jednak sam początek jest strasznie nudny. Dopiero jak uda się przebrnąć przez pierwsze rozdziały, w których to Mike rozpacza po utracie żony i sił twórczych, zaczyna się stopniowo robić ciekawie. Mike wyjeżdza, akcja ulega przemianie choć postać, a raczej duch Jo, towarzyszy do końca powieści. Pojawienie się Kyry i jej dziadka-czarnego charakteru-Maxa Devor’a pobudza książkę. Robi się interesująco i mrocznie. Przebrnięcie przez początek, przyznaję, zajęło mi kilka tygodni. Jednak w momencie nabrania barw przez książkę, 300 stron łyknęłam w dwa wieczory. Sex, śmierć, miłość, duchy, dziecko… gwałt, zemsta, klątwa, uczucia, które przetrwają wszystko. I jakby niespojrzeć, całkiem dobre zakończenie. Ale chyba niepowinnam tego mówić…

farbuję swoje myśli
podcinam końcówki słów
zakładam płaszcz pozytywnej energii
przemalowuję umysł
nastrajam struny serca
rególuję dzwięki duszy
porządkuję bałagan w głowie
zamiatam porozrzucane uczucia
wieszam na wieszaku pragnienia
prasuję niewypowiedziane zdania
składam w kosteczkę skryte marzenia
segreguję zbędne gesty
wyrzucam nierealne zachowania
przyprawiam jałowość codzienności
podgrzewam dobre chęci
zamrażam lenistwo
tępię język
wyostrzam słuch
czy ktoś się skusi?

nić sympatii… bez komentarza

ISABEL

It’s early morning
The sun comes out
Last night was shaking
And pretty loud
My cat is purring
And scratches my skin
So what is wrong
With another sin
The bitch is hungry
She needs to tell
So give her inches
And feed her well
More days to come
New places to go
I’ve got to leave
It’s time for a show

Here I am, rockin like a hurricane
Here I am, rockin like a hurricane

My body is burning
It starts to shout
Desire is coming
It breaks out lout
Lust is in cages
Till storm breaks loose
Just have to make it
With someone I choose
The night is calling
I have to go
The wolf is hungry
He runs the show
He’s licking his lips
He’s ready to win
On the hunt tonight
For love at first sting

Here I am, rockin like a hurricane
Here I am, rockin like a hurricane
Here I am, rockin like a hurricane
Here I am, rockin like a hurricane
Rocked you like a hurricane…

It’s early morning
The sun comes out
Last night was shaking
And pretty loud
My cat is purring
It scratches my skin
So what is wrong
With another sin
The night is calling
I have to go
The wolf is hungry
He runs to show
He’s licking his lips
He’s ready to win
On the hunt tonight
For love at first sting

Here I am, rockin like a hurricane
Here I am, rockin like a hurricane
Here I am, rockin like a hurricane
Here I am, rockin like a hurricane
Here I am

by Scorpions

16 września 2003

6.30-budzik dzwoni, kto wstaje o tak nieludzkiej porze?
6.35-ja wstaje o takiej porze;( zwlekam sie z łóżkai z zamkniętymi oczami podążam w kierunku łazienki
7.10-kubek gorącej kawy i świeżutkie pół bułeczki z żóltym serkiem, mniam
7.20-sprint w kierunku dworca kolejowego
7.37-bilet do Poznania zakupiony
7.42-Izunia zasiada w dość tłocznym pociągu, za 8 minut maszyna zacznie toczyć się i tak przez 2h aż do stacji Poznań
7.55-zapuszczam mp3 Metallica i zabieram się za pisanie
8.25-chyba Pleszew, zapadam w drzemkę
8.55-Jarocin? koniec spania uroczy pan z przeciwka raczy cały przedział refleksjami o Husajnie, USA, i wspominkami z wojny
10.05-w końcu Poznań i nawt punktualnie
10.30-przekraczam próg Iuridicum, narazie tu pusto, narazie
10.35-do góry w gabinecie dr Świstaka narazie cicho i głucho
10.40-staczam się z 3p. na poziom -1 zajmując kolejkę pod ekonomią
10.43-sms od Asiorka, bez komentarza
11.00-nadal czekam
11.30-cierpliwie czekam,kolejka coraz dłuższa ale ja jestem pierwsza
12.00-zjawia się punktualnie dr MarianBr
12.03-dostaję upragniony wpis z egazminu z ekonomi
12.05-przed dziekanatem kolejka na kilometr, no ale kartę zabierze mi Karolina[jest pierwsza w kolejce;)], i jeszcze AgęZ sptykam-zdała HUP’a;)
12.10-zaczynam koczowanie pod gabinetem dr Świstaka[Karolina ze mną]
12.20-pozbyłam się indexu
12.45-czekam, duuużo ludzi
13.00-czekam nadal, Karolina już musiała uciekać
13.15-jeść mi się chce, wciąż czekam
13.25-odzyskuję index, wpis za egzamin majowy z datą wrześniową;)
13.30-idę na dworzec
13.47-zakupiłam bilet na pociąg osobowy;/ do domu
13.48-Mati puścił mi sygnał
13.55-pociąg podstawiony, szukam miejsca średnio miłe spotkanie
14.13-odpuszczam sygnał Mateuszowi
14.17-odgryzłam sobie skórkę od palca, aua
14.30-zmieniłam płytę w playerze na mp3 nr 30
14.35-ruszyła maszyna po szynach ospale i za ok 2h dotrze do Ostrowa
15.30-kontrola biletowa, śpię dalej, plecy mnie bolą
15.54-odjazd z Jarocina, spać mi się nie chce ale oczy mam zamknięte-marzę, mam strasznie ścierpniętą szyję i kark
16.39-pociąg dotoczył się do Ostrowa, na dworcu chyba mignęła mi MadziaN z Bilim
16.50-siusiu, pić no ale już jestem w domciu
18.00-jadę z Marcinem do Bricko po pigment do farby
18.45-trzeba troszkę pozmywać, zaczynam być głodna
19.32-jestem coraz bardziej głodna
20.02-idę szukać jedzenia
21.00-Ewa puściła mi sygnał
21.15-kolacja!!!!
21.30-odpuściłam Ewci sygnała
21.33-pinga dała Słoneczko
21.35-odpingełam ;)
22.30-sms od M.
23.01-Mati puścił mi sygnał
23.30-siedze przed kompem
00.10-pora do łóżka
00.40-czytam
01.30-chyba już zgasze światło
01.54-gasze światło, pora odlecieć z tego świata…

AUA

Brak komentarzy

Od góry w dół promieniuje, przechodząc z jednej strony na drógą. Powraca do góry i zanika. Koniec, uff. Ale nie, za moment przy kolejnym gwałtownym ruchu znów jest. Nie opuszcza ani na troszkę, przypomina o swoim istnieniu. Masaż, pragnę masażu, wręcz żądam bo mnie zabije ten paskudny nerwoból.

EXCUSE

Brak komentarzy

Ostatnio troszke problemów natury technicznej miałam z blogiem. Ale wydaje mi się, że zdołałam się z nimi uporać. W tle Primal Scream ‚Miss Lucifer[AlexEmpireRemix]‚. Więcej zapewne nie wyczaruję ale choć ta namiastka fotek może kogoś wprawi w dobry nastroj… Mój dobry humor właśnie przed chwilą poszedł znów na spacer. Teraz w tle ‚Loser’3DD… Jest już późno, mi łzy napływają do oczu…

MEMORIES

MÓJ BRAT

Brak komentarzy

Wstyd się przyznać… naprawdę wstyd. Ale z drógiej strony jak się chwalę mym bartem to on ma mi to za złe, że wszyscy wszystko wiedzą. No jednak tego wydarzenia nie można przemilczec. Dnia 1 września 2003 mój kochany brat, po pięciu latach noszenia długich włosów, zamęczył moją biedną fryzjerkę na śmierć i obciął swoje pukle!!! Ma w chwili obecnej krótsze włoski niż ja. Należy mu pogratulować odwagi, nie jeden na jego miejscu uciekł by z fotela na widok nożyczek. Jeśli bedzie stosowność to nie omieszkam i jego fotki tutaj umieścić. Póki co, muszę je najpierw od fotografa odebrać…
A co do życzeń… to oczywiście Marcin składał mi jako pierwszy…;)

BIG BROTHER

Dawno nic mi się nie śniło. Może to na skutek przemęczenia, może niepobudzałam wyobraźni lub też celowo nie chciałam pamiętać swych snów. Dziś jednak jadąc z Poznania na kilka minut, dosłownie, zamknęło mi się oko. I właśnie w tym czasie miałam sen. Bardzo wyraźny i dość niespodziewany. Przyśnił mi się obraz, jaki widziałam na wystawie, na którą wybrałyśmy się razem z Wabb’em we Wrocławiu. Była to wystawa ‚Picasso w oczach innych(…)’. Obarazy tam pokazane to inspiracje dziełami wielkiego artysty, i właśnie wśród nich jedna praca przypadła mi do gustu i jak widać zapisała się mocno w mojej głowie. Obraz, autorstwa nie pamiętam czyjego, przedstawiał postacie ludzkie, kobiet w różnych kształtach. Kolorystyka bardzo zwracała uwagę, dzięki barwom obraz nabierał swej specyfiki. Seledynowa zielen i błękit dawały cały efekt. Gdy na obraz patrzyło się z normalnej odległości widziało się właśnie to co wyżej wspomniałam. Natomiast gdy się oddaliło na odległość ok 3-4 metrów, dostrzegało się zupełnie inny obraz, jakby ukryty w tamtym. To było naprawdę coś niesamowitego. Oczywiście na tej wystawie było wiele równie doskonałych prac, lecz ta wyryła się w moją głowę szczególnie mocno… Może znów mi się przyśni… A może przyśni mi się coś innego…

P.S.Chcę podziękować tym wszystkim kochanym robaczkom, które pamiętały o tym wydarzeniu, jakim były moje imieniki[osobiście wolę urodziny!]. Jednak pamięć to pamięc i to się dla mnie liczy ;)

Tylko miłość potrafi każdą rzecz, nawet najskromniejszą, uczynić piękną.

Jerzy Andrzejewski


  • RSS