melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2003

1.The Calling [Zew Piekieł]
2.13th flor [Trzynaste piętro]
3.Requiem for a Dream[Requiem dla snu]
4.Matrix Revolution
5.Ring [wszystkie części]
6.Władca Piercieni-Powrót Króla
7.Liga niezwykłych dżentelmenów
8.Przystanek Woodstock-Najgłośniejszy film Polski
9.Prosiaczek i przyjaciele[mogłoby być coś o Tygryskach;p]
10.Tańcząc w ciemnościach[leżyw domq]
11.Pewnego razu w Meksyku-Desperado2[i całą trylogię]
12.Kill Bill
13.Dogvill
14.Księga dżungli 2
15.Bad Boys 2

kolejność przypadkowa, jesli ktoś posiada film z pozycji nr1-DAWAĆ GO-poszukuję od dawna

UPRZEJMIE PROSZĘ

Brak komentarzy

kogokolwiek znającego się na sprawie o wytłumaczenie mi ideii i zasad ‚pogo’[mile widziane jakieś konkretne definicje]. Próbowałam szukać w słowniku języka polskiego-narazie beskutecznie. Będę wdzęczna za oswiecenie mej pustej głowy. Na naukę nowych rzeczy nigdy nie jest za późno.

Z ważnych wydarzeń- lekko zdrętwiała mi ręka. Na szczęście dziś obyło się bez sterczących igieł i krwi. Szybko i w miarę bezboleśnie+sms w tym samym monencie;)[dzieki M;)]. Pierwsze szczepienie wzw za mną. —->Dla zapamiętania dla mnie!!!! Drugie za miesiąc!!!!Nie zapomnij!!!<—-

KULT

1 komentarz

Sama się sobie dziwię. Nie lubię ścisku, duchoty, zapachu potu a już w szczególności sama nie lubię być spocona. Mimo to poszłam na koncert. Jednakże czasem warto a wręcz wypada pójść na koncert takiego zespołu. KULT to KULT i nie ma mocnych. Nazwa zobowiązóje. I zapewne byłoby to kompletnym nieporozumieniem gdyby kocert mi się nie podobał. Pozycje zajęte- drugi rząd, o to chodziło. Oczekiwanie- buty dobrze zawiązane. Zespół nie kazał długo na siebie czekać. W okolicach 19.30, po krótkich owacjach i wykrzyczeniu tekstu przez publikę, postać wieczoru- Kazik pojawił się na scenie i rozbrzmiały dźwięki kawałka skandowanego przez fanów. ‚Baranek’ jako pierwszy rozgrzał ludzi. Dalej nadal w szybkim tempie ‚Grzesznik’, ‚Totalna militaryzacja’[nie pamietam dokładnie kolejności;)]. W pierwszych rzędach wytrzymałam ok 30 sekund pierwszego kawałka po czym z ofromnym trudem przedarłam się na ‚w miarę’ bezpieczne tyły. Piszę ‚w miarę’ ponieważ zachowania tłumu nigdy nie można przewidzieć. Szybkie i energiczne kawałki przeplatały się z klasycznymi, spokojnymi ['Do Ani', 'Archaia'...]. Kazik, oprócz wokalu, zagrał w kilku utworach na saksofonie, no i oczywiście wykorzystano trąbki i waltornie dla podkreślenia brzmienia. Jak na moje oko zespól grał ok 2,5h. Oczywiście bez bisu się nie obeszło- ‚Polski’ nie mogło zabraknąć jeszcze ‚Zgroza’ i ‚Krew Bogą’[tak mi się przynajmniej wydaje;)]. Na tym koncert się zakończył. Publiczność dopisała, owacje były głośne. Jednak muszę mieć małe ‚ale’. Jak na tak dużą ilość ludzi Sala Wielka CKZamek nie była odpowiednim miejscem dla takiego koncertu. Wentylacja i tak nic nie dawała, a tłok był straszny. Ale może to ja się tylko czepiam…

A teraz w ramach małej dygresji słów kilka, żeby sobie ulżyć. Co to do holery jest za pier******* o tolerancji, pokoju, uśmiechaniu się???? Przed koncertem wszyscy w pozytywnych nastrojach, uśmiechnieci. Przepraszam, sory, dzięki. Zgromadzeni w jednym celu- aby delektować się muzyką KULTu. Wiem tyle- koncerty są po to aby się wyszaleć, wyszumieć, poskakać. Czasami sama też tak robię, ale nigdy kosztem innych. Może ja czegoś nie rozumiem, może się starzeję i nie kumam ideii ‚pogo’. Ale ja nie widzę żadnej przyjemności w robienu komuś krzywdy, nawet przypadkowo. W momencie gdy KULT zaczął grać, na pierwsze rzędy nastąpił taki napór ludzi, że ledwo szło ustać na nogach[w zasadzie nie szło]. Ludzie się popychali, dreptali, kopali, uderzali. Nie liczyly się te pokojowe przedkoncertowe nastroje. chodziło o przetrwanie. Ja się zadowoliłam ‚bezpieczną’ odległością, tym, że moglam delektowac sie muzyką, dźwiekami, kołysać do taktu. Jednak jak juz wyżej wspomniałam, zachowania masy nie da się przewidzeć, i nawet na mojej ‚bezpiecznej’ odległości bywało zamieszanie bo komuś zachciało się przewracać innych. Poza tymi małymi, miłymi akcentami marudzenia, jestem zadowolona z koncertu i z tego, że się wybrałam.

P.S. Od jakiegoś czasu zauważam, że dziwnie reaguję gdy jestem w tłoku i nie mam przynajmniej ok 40 cm pola manewru dookoła mnie. Może być dużo ludzi[np.tramwaj czy autobus], nawet lubię miejsca uczęszczane, bywane[puby itp.] ale do takiego stopnia, abym moga w każdej chwili rozprostować rękę przynajmniej do łokcia. Inaczej zaczynam odczówać strach, bark powietrza. Klaustrofobia???

No może nie na parkiecie. Dziś raniuśko poddałam się upuszczaniu krwi. Powód- szczepienie. Nasza kochana służba zdrowia jest tak sprawna, iż pani pielęgniarce zamist krew wpłynąć do szczykawki popłynęła na moją rękę i nakapała na podłogę. Po chwili z żyły sterczała mi igła a moja osobista, własna krew kapała bezpośrednio do probówki. Więcej tego cennego płynu naleciało na posadzkę i pociekło po mej ręce niż wzięto na badania. Poprostu rewelacja;) No przynajmniej wiem dlaczego nie zostałam narkomanką i nie zostanę. Nie boję się pobierania krwi, nie brzydzi mnie jej widok. Ale nie lubie faktu wbijania igły. yyyy. To na tyle z ważnych wydarzeń, idę napić się kawy.

BEEHIVE

1 komentarz

W poszukiwaniu czegoś ‚ciekawego’ do czytania udałam się ostatnio do biblioteki publicznej. Z prostej przyczyny wybrałam właśnie to miejsce. Ceny. Otóż to! podobno Polacy czytają coraz mniej książek. I tak w zasadzie nie dziwi mnie ten smutny fakt. Jednakże prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że książki są strasznie drogie. Gdyby nie mój własny upór i sympatia do kartek zapisanych różnymi historiami, zapewne postępowałabym jak połowa naszego społeczeństwa ograniczając się do obowiązkowych podręczników, tudzież lektur. Wchodząc do księgarni i oglądając ksiązki robi mi się sałbo gdy wzrok zatrzymuje się na cenie. 25, 28, 30, 45 to średnie cenowe ‚dobrych książek’. Mój wymarzony ‚Protokół Sigme’ R.Ludlama kosztuje tylko 45zł. Co to jest, prawda. Dlatego odwiedzam biblotekę, wiedząc że i tak nie znajdę tam żadnych nowości, na książki Tolkiena jest lista, a o literaturze obcojęzycznej[czyt. w orginalnym jezyku] można pomarzyć. No może nie do końca…

Właśnie do tego całe to powyższe wprowadzenie. Trafiłam ostatnio w biliotece na książkę w języku angielskim[!], tak w angielskim, a w dodatku powieść[!]. Nie jest to nic z wydawnictwa Penguin czy Oxford z poziomem trudności[czytałam te książeczki będąc w LO]. Na początku nie mogłam uwierzyć w sam fak znalezienia czegoś takiego. Chwyciłam książkę niepatrząc na tytuł i na autora. Szybko, żeby mi ktoś inny jej nie zgarnął. Dopiero w domu spojrzałam kto jest autorem i co to za ‚arcydzieło’ przytaszczyłam. Tu muszę przyznać, iż miłe zaskoczenie mnie spotkało. O Jonathanie Carrollu już słyszałam i to nie raz. Jego książka ‚Kissing the Beehive’ jest naprawdę dobrym kawałkiem do czytania. Mogę z powodzeniem podciągnąć ją pod gatunek thrillerów, choć jest tam i coś z sensacji i romansu i erottyki[a'propos kolejna ksika-po ostatnio czytanym Kingu- z niewielką dawką erotyki w tle-ja to mam szczęście]. Jedno muszę powiedzieć jest to dobra książka, gdyż od pierwszej strony ‚wciągneła’ mnie i nie mogłam się doczekać co będzie dalej. I kolejna dobra informacja-niespodziewany obrót wydarzeń i zakończenie. To mi się podoba. Ciekawa jestem kiedy trafię na jakieś badziewie, które będę mogła zjechać i zbluzgać do woli, bo jak narazie same pozytywne wrażenia mnie spotykają na czytelniczej drodze. Hmm jednak piorun mnie trafi gdy jutro wejdę w progi biblioteki i na półce z literaturą anglojęzyczną moje oczy natrafią na jakże znane mi i już przeczytane pozycje… ale cóż zrobić. Czytałam, czytam, będę czytać… i basta.

‚[Jonathan Carrol] has the magic. He’ll lend you his eyes; and you will never see the world in quite the same way ever again.’ Neil Gaiman
‚Carroll orchestrates this smartly layerd narrative with skill, and does force you to turn the pages[!]. File under ‚beachwear’ and use accordingly.’ The Times

A DAY OFF

4 komentarzy

Wolny dzień w środku tygodnia jest piękniejszy od niedzieli nawet. Wolny dzień i możesz robić co zechcesz. Zero obowiązków, terminów, spotkań. Wolny dzień to czas na zakupy i błąkanie się po mieście aby w rezultacie stracić tak ciężko zarobione i z bólem serca odkładane pieniążki. Ale jaka później satysfakcja… Jak ładnie leżą na pupie. Nie da się ukryć, że od czasu do czasu potrzeba zrobić zakupy, coś nowego w szafie i od razu człowiek się lepeij czuje. A marginesowa sprawa to taka, że po roku czasu noszenia butów kupiłam w końcu wkładki do obuwia co to by mi stópki nie marzły. Wolny dzień.

HUMAN

3 komentarzy

Po co są ludzie? Zwłaszcza Ci, których znamy? Gdyby człowiek był samowystarczalny to w zupełności zbędni byliby bliscy, przyjaciele, kochankowie. Nikt niebyłby potrzebny i chyba niebyłoby też problemów z tym związanych. Jednak nie jesteśmy sami. Przynajmniej teoretycznienie. Są inni. Są… czy raczej powinni być? Może jednak jesteśmy stworzeni do życia w samotności i bycia samowystarczalnymi?

ROZMOWA

1 komentarz

pierwszy października-tak wiem, był w ubiegłym tygodniu… pomińmy tę wymowną datę milczeniem… kolejne dni mijają, w tle ‚All is Full of Love’ Biork-czyżby jakieś odzwierciedlenie? pada deszcz, najpierw delikatnie siąpił, później coraz mocniej, teraz rozpadało się na dobre. niebyłoby w tym nic złego nawet, ale tak jakoś nostalgia się próbóje wkraść przez zamknięte okno. a może okno nie jest zamknięte? przez te kilka chwil w południe mogła spokojnie się wedrzeć i rozsiąść wygodnie w fotelu. no dobrze już dobrze, zaraz ją wygonię. ale czy nie przeziębi się na tym deszczu? wiesz ja nie lubię gdy ktoś choruje z mojej winy… obiecuję się uśmiechać, przecież nie jest źle. tak sobie myślę i piszę… taa zapomniałam miałam zbyt dużo nie rozmyślać. przepraszam. hold me, thrill me, kiss me, kill me…

EYES WIDE SHUT

2 komentarzy

‚Eyes Wide Shut’ lub jak kto woli ‚Oczy Szeroko Zmknięte’- ostatni film S.Kubricka. Miało to być dzieło jego życia. Jednka w porównianiu do ‚Mechanicznej pomarańczy’ ‚oczy’ pozostają w tyle. Opinie z jakimi się spotkałam były diametralnie różne. Od zachwytów poprzez ostrą krytykę skończywszy na porównaniach do ‚dobrej jakości pornola’. Czuję się jednak poszkodowana odrobinkę, bo najprawdopodobniej miałam okazję obejżeć wersję ocenzurowaną[wrrr, a już myślałam, żę będzie pikantnie;p]. Na palcach mogłabym wyliczyć sceny rozbierane nie wspominając o czymś więcej. Duży plus należy się T.Crusowi- jego postać była interesująca i zagrał on całkiem dobrze. Mniej ciekawa była N.Kidmann. Osoba Alice nie wyróżniła się niczym nadzwyczajnym. Tak w zasadzie oprócz sceny w willi, gdzie odbywała się, nazwę to ‚orgia masońska’, nie było nic ekscytującego. Trzeba jednak przyznać, iż do samego końca nie było wiadomo jak się film skończy. A wzajene wyznania Alce i Billa dawały do myślenia. Film nie był taki zły, jak się spodziewałam tego.

‚Człowiek, który dziękuje, przybiera postawę bezinteresowną, postawę miłości.’

o.Franciszek Blachnicki


  • RSS