melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

No i skusilam sie. To ta moja przekleta obsesja, ze jesli cos robie chce to robic jak najlepeij. Bac sie nie ma czego, ale za pierwszym razem nigdy sie nie udaje tak jak powinno…;) Ale ja zebralam same pochlebne recenzje. POdobno malo kto stajac pierwszy raz w zyciu na nartach wodnych i nie majac wczesniej stycznosci z nartami jakimi kolwiek, daje rade bez problemu podniesc sie i ruszyc. Mi sie udalo. Fakt faktem, ze nieco pozniej zaliczylam nie jedna kapiel, ale co tam. Teraz pracuje nad prawidlowa postawa(za bardzo wypycham pupe do tylu;p).

Dawno nie przezylam takiej burzy. Wieczor byl cudowny, niebo bez chmurne, cieplo. I ni stad ni z owad ok 1 w nocy zaczelo sie bardzo gwaltownie blyskac. W pokoju mialam w zasadzie jasno od blasku blyskawic. I tak przez ponad dwie godziny a do tego ulewny deszcz. Gdy ta jedna burza przesla i myslalam, ze mozna zasnac, nadciagnela kolejna silniejsza od poprzedniej. I kolejne dwie godziny zlecialy. Deszcz padal jeszcze dlugo. Zadziwiajace, ze rano bylo na tyle cieplo, iz sniadanie na tarasie mozna bylo zjesc…

Zaobserwowalam genialny, aczkolwiek dziwny i drogi rodzaj spedzania wakacji. Spacerujac promenada w zdluz rzeki w Dinant da sie zauwazyc mnustwo jachtow zacumowanych wzdluz nabrzeza. Jachty pod banderami holenderskimi, belgijskimi i francuskimi a nawet niemieckimi. Plyna sobie po rzece i co jakis czas cumuja w jakims miasteczku na kilka dni. Cos niesamowitego. Jachty oczywiscie kabinowe poczawszy od najzyklejszych, skonczywszy na naprawdz ekskluzywnych cudach, tylko patrzec.

Inna ciekawa rzecz – w Dinant urodzil sie i mieszkal Adolf Sax. Wynalazca saxofonu. Oczywiscie musialam to uwiecznic na zdjeciu :)

No okej, dzis pogoda byla cudowna. Slonce swiecilo, temperatura spokojnie dobijala powyzej 30 stopni. Chyba nawet opalily mi sie plecy troszke. Oni maja tutaj totalnego jobla na punkcie ski-noutique inaczej nart wodnych, dzis pol dnia na rzece katowali to. Przez caly czas mnie mecza, ze tez mam sprobowac, ze to latwe. Moze sie skusze, towarzystwo federacji narciarskiej zobowiazuje ;)
Oby pogoda byla taka jak dzis. A jakos przezyje… Jak ja cholernie tesknie, a to dopiero kilka dni…

BELGIUM

1 komentarz

Okolica jest cudowna, tylko pogoda najwyrazniej mnie nie lubi. Pada deszcz, ale jest cieplo. Miasteczko malenkie i slodkie, na brzegach rzeki. O maly wlos nie zostala, juz dzis ‚zmuszona’ do nart wodnych ;p
Z niewyspania glowa mi peka, pora pogonic towarwystwo…

Chyba niczego nie zaponałam.

Voyage
Plus loin que la nuit et le jour,
Voyage
Dans l’espace inouď de l’amour.
Voyage
Sur l’eau sacrée d’un fleuve indien,
Voyage
Et jamais ne revient.

Wrócę jak będę.

Możesz później to skasować ;)
Nawet po dużej ilości wypitego alkoholu nie odczuwalny jest taki stan. Niczym pijana, pijana w szczególny sposób. Wspaniały stan.

Dzień bez deszczu i burzy jest dniem straconym! Oto motto ostatnich dni. Ogólnie lubie deszcz, gdy tak sobie pada i wszystko w koło ślicznie pachnie. Ale przepraszam najmocniej od jakiegoś czasu staje się to nudne. Pada w dzień, pada w nocy. A temperatura jest niższa od średniej krajowej w maju. A może przez tą pogodę popadam w stan bezsenności? Udało się odrobinę wyspać, ale kolejna noc znów kiepska i tak na zmianę. A najbliższe noce zapowiadają się bardzo mocno bezsennie.

Wszystko już prawie spakowane. W taką pogodę to nawet nie wiadomo, co zabrać. Moja kosmetyczka jest stanowczo za małych rozmiarów. I z całą pewnością gdyby pogoda była znacznie cieplejsza, torba byłaby lżejsza i mniej wypakowana.
Może ktoś inny bedzie się opiekować blogiem. Tymczasem miłego…

Noc, to taka piękna pora dnia. Dzień, to taka piękna pora nocy. A może odwrotnie? Gdzie właściwie jest konkretna granica między jednym a drugim? Kto ją wyznacza i jakim prawem? I jakie kary grożą za nieprzestrzeganie tych granic? A na koniec czy to nie czasem człowiek sam sobie wyznacza granice? Warunkuje je swoim zmęczeniem? Dobrze, nawet jeśli ludzkie zmęczenie może być granicą dnia i nocy, to co jeśli pomimo zmęczenia istota nie śpi? Ile można tak wytrzymać? Dwie, trzy godzin snu dawają złudne poczucie odpoczynku. Są wystarczające aby oszukać organizm jednak w pewnym momencie staje się to niewsytarczające. Popadam w insomnie…

3

Back to the roots. Od przedwczoraj kręci się Tool a wraz z nim The Perfect Circle. To mnie uspokaja. Zapomniałam jak dobrze działają na mnie te dźwięki. Ale może pora przerzuci się na reggae. Festiwal w weekend. Tyle propozycji a każa bardziej kusząca. Mam dwa pragniennia. W sobotę usłyszeć Indios Bravos i support w postaci Bez Ogrodu, a w niedzielę pojechać na koncert fortepianowy do Antonina…

Kolejną wyliczankę czas zacząć.
5

Co masz zrobić jutro odłóż na pojutrze, będziesz mieć dwa dni wolnego! A czas znów tak pędzi. Dlaczego robi mi na złość, właśnie teraz? Nie lubię go! Mógł gnać przez 4 miesiące, to nie, wtedy się człapał niczym 200stuletni żłów. Tak mało czasu zostało, tak wiele spraw do załatwienia. I zaraz po koleji będą mnie wszyscy uśmiercac z takiego czy innego powodu. A mi brak ochoty. Powinno być wręcz odwrotnie. Było źle, ale już jest lepiej i wierzę, że będzie jeszcze lepiej. Jestem głupia, lecz bez tej śmiesznej wiary w coś lepszego chyba już dawno by mnie nie było. Wczoraj wieczorem, pomimo ledwo rozpogodzonego nieba bylo widać gwiazdy. Po raz pierwszy od bardzo dawna wydały mi się one piękne. Nie tak jak dotychczas, w taki wyjątkowy sposób. I mimo, że nie potrafiłam się zewnętrznie uśmiechac, moje serce delikatnie się cieszyło. Cieszyło, że nie jest samo.

p.s.zmieniam zdanie o jasnych piwach – Calsberg był naprawdę dobry :)

Poranny blask zachodzącego księżyca i blado-pomarańczowe tło malujące miejsce wschodu słońca. Księżyc ustępował swego miejsca na niebie. I zapach świeżośći o świcie połączony ze wspaniałą ciszą. To mały cud, o którym ludzie zapominają, a który tak przyjemnie było podziwiać.

Źle się czułam. Zostałam sama, jak zwykle, i cud poranka. I takie nieokreślone, totalnie sprzeczne uczucia. Ogromny smutek a zarazem radość. Dlaczego takie wspaniałe zjawiska trwają w tak niemiłych momentach?

Dziś mecz finałowy, Calsberga schłodzę i wypiję.

Popołudniowa pozycja horyzontalna.


  • RSS