melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2004

PO

Brak komentarzy

Święta. Czas radosści, rodzinnego ciepla, miłości. I nawet Ci którzy nie uznają wymiaru religijnego tych dni, powinni sie w jakiś sposob przemienić. Bo w końcu to są uniwersalne wartości. Tylko czy zawsze jest wesoło, czy zawsze jest cieplo i miłość? Zawsze znajde te przymioty wraz ze Świętami, w tym roku jednak w jakiś sposob coś się zachwiało. Może to moja wina, zawsze szukam w sobie przyczyny wychodząc z założenia, żę nie zasluguję na dobro. Boli. Jest dobrze i boli. Czy nie może być tak aby było wszędzie dobrze? Czy zawsze musi się coś spierdzielić a najgorsze to nie wiedzieć co? Gdzie sie zrobiło błąd. Trzeba być silnym i wyrozumiałym i mieć w sobie dużo miłości i ciepła. Bo ja wierzę, że będzie dobrze.

Po pierwszym uslyszeniu ‚Vertigo’ myślałam, że nowa płytka ze stajni U2 to będzie coś wystrzałowo energetyzującego. No takie miałam wrażenia. Chyba nikt nie zaprzeczy, że ‚Vertigo’ nie jest żywiołowym kawałkiem. Po przesłuchaniu jednak całej płytki doznałam małego rozczarowania. Oczywiście i pod względem muzycznym i stylistycznym nie można nic panom zarzucić. Album dopieszczony, utzymany w zanym stylu grania, jednak na palcach mozna policzyć ‚energetyzujące’ kawałki. Cały album to dobre gitarowe granie, jednakże wystopowane. Pierwszy utwór wyrywa do przodu jak błyskawica, aby już w kolejnych zwolnić tempo i to zancznie. Większość kawałków na ‚How to dismantle an atomic bomb’ to spokojne utwory. Ale też wpadją w ucho, choćby ‚Yahweh’ czy ‚Miracle Drug’. Płyta dobra, ale nie tak, na jaką wskazywałby utwór promujący. Mimo to polecam, miło posłuchać.

‚Granatowy nosiłam mundurek
na rękawie tarcza czerwona
trzeba było zdawać maturę
a ja tak kochałam Lennona
Jego zdjęcia kleiłam w zeszytach
i nad łóżkiem miałam je też
na okrągło słuchana płyta
nieraz była mokra od łez
Ja do szkoły chodziłam w glanach
z flanelową koszulą na wierzch
a z walkmana leciała Nirvana
od poranku po szary zmierzch
Tamten facet grał takie nuty
że chciało się odlecieć z nim
za horyzont przez jesień zasnuty
lub ze skręta niebieski dym (…)’
by Pod Budą ‚Ta sama miłość’

Ale nie o miłości ma być. Lubię tę piosenkę bardzo. Ale dziś jeden jej fragment wyjątkowo mi chodzi po głowie. ‚Ja do szkoły chodziłam w glanach
z flanelową koszulą na wierzch’ – było tak naprawdę. Okres w życiu czlowiek, młodego człowieka kiedy w jakiś sposób demostruje się swoją osobę. Bynajmniej ja nie należałam do osób, które chciały koniecznie pokazać innym do jakiej ‚grupy’ ich zakwalifikować. To nie było w moim stylu. A jednak chodziłam w luźnych swetrach, uwielbiałam flanelowe koszule i pulowerki mojego taty. Cieszyłam się niezmiernie gdy w ulubionych levisach w końcu zrobiły się dziury. Spódnice były maksymalnej długości. Jak teraz o tym pomyślę lub spojżę na dawne zdjęcia, to śmiać mi się chce na mój własny widok. Do tego na glowie totalnie arytystyczny nieład.
Człowiek z wiekiem ewalułuje[dobre slowo?]. Zmieniają się jego upodobania gusta. Zmienia się jego życie. Patrząc z chwili obecnej nie dostrzegam jednak aż tak drastycznych zmian. Nadl słucham Nirvany jak w tej piosence, a nawet innych grup ;) Glany uważam za najwygodniejsze obówie zimowe, co nie stoii na przeszkodzie aby do spódnicy zakładać ładne kozaczki. Moje obecne levisy już nie mają dziur[te dziurawe leżą na dnie w szafie;)]. A rozwlekłe swetry i flanele zamieniłam na nieco bardziej schludnie wyglądające sweterki i koszulki.
O co mi chodzi. Otóż wtedy wydawało mi się, że tak jak wyglądam jestem kimś. Prezentuję swoją osobę już na odległość. I to się nie zmieni. Teraz wiem, że odrobinę dojrzałam, wyzbyłam się kompleksów związanych z figurą. Poprostu zaczęłam dbać o siebie. Świeży, naturalny wygląd, zadbane dłonie i stopy i włosy. I wbrew pozorom nie jestem szarą myszą jak niektórzy myśą. Wcale nie zamieniłam mojej wyrazistości na słodziutkie sweterki. Ale człowiek przecież swym wyglądem niczego nie prezentuje. Tu chodzi o jego osobowość, sposób myślenia, poglądy. To się najbardziej liczy. I może już nie zaskakuję wyglądem, ale w głowie jest już troszkę więcej przydatnych rzeczy.

Na zakończenie mały morał. Kiedy ‚brzydkie kaczątko’ w końcu przeistoczy się w kobietę dochodzi do następującego wniosku: ‚do jasnej cholery, nie mam się w co ubrać!!!’. I tym oto miłym akcentem zakończę ostrzegając wszelkie ‚brzydkie kaczatka’ – nie przeistaczajcie się w łabedzie!

Na Ukrainie walczą o swoje. I bardzo dobrze, niech tylko nie popełną tych samych błędów co Polacy w ’89 roku. Bo chyba jednym z efektów ówczesnych poczynań jest to, co szumnie nazywa się obecnie Komisją Śledczą do spraw Orlenu[tzw.Orlengate]. Przecież to istna parodia, to co wczoraj miało miejsce. Najpierw wszyscy robili hałas o przesluchanie Kulczyka, a gdy ten się w końcu stawił, to w zasadzie szanowna Komisja zrobiła wszystko aby go nie przesłuchać. Trafnie to określili w jednym z programów informacyjnych. ‚Komisja sprawiała wrażenie jakby się bała przesłuchać Kulczyka.’ Poprostu słów brak. I wstyd, że przewodniczący Gruszka pochodzi z pobliskiej wiochy a pan Wasserman czy Giertych szczycą się tytułami z zakresu nauk prawnych. Przecież w tej chwili wstyd się przyznać, co człowiek studiuje, w obliczu takiego obciachu, jaki narobiła Komisja. Chyba jednak bardziej wolę Komiśie z Giermisiem, Misiem Kluczykiem i nieobecnym Misiem Śliwką, która próbóje rozwikłać zagadkę tajemniczego zniknęcia miodku z Ula [tzw. Ulgate;)].

Pomarańczowe dni pomarańczowa rewolucja. Ukraino walcz o to, co ci się należy!


  • RSS