melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2005

KOMUNIKATOR

3 komentarzy

Nie mam sporo kontkaktow w moim komunikatorze, ale wpadł mi do glowy taki pomyślik maleńki. Czytam te opisy i czytam i fajne zdania wychodzą…

-jestem najszcesliwszym facetem na tej planecie…!!!
-God, ctrl+s me!;(ALE JESTEM ZLY!!!!!!!!
-kuba sam w domu-premiera tygodnia, film dla calej rodziny
-:)
-skoro piszesz, że don’t care to znaczy ze Ty jednak care;);p
-Nie[ch]zyje Stary-Mis-Bez-Ucha.;)
-turbo bounce część kolejna:)
-chuja tam dostępny.
-Dostępny
-WOO!
-weak, sleapy, sad, creative&tearful from time to time.
-My dear love.. P../away
-campus studencki byl super:)(pozytywna energia)
-i nauczył mnie liczenia od 10 do 0… DZIĘKI!!!
-itll ruin my brainno cocain, i donwanna i donwanna go insain
-Nie wiem czy wiecie, ale jutro szkoła!!!Jak mi przykro…hehe;)
-Kleve< < < < Nijmegen > > > >BEDE TESKNIC ZA WAMI!
-Łatwiej powstrzymać deszcz niż kobietę, która pragnie mężczyzny!
-Ja nie chcę do szkołyyyy….=(((( =P

Jeśli ktoś rozpoznał tutaj swój opis to proszę się nie gniewać i potraktować to jako czystą zabawę. Nie podaję czyj do kogo należy…:)

GADU-GADU

Brak komentarzy

Najwazniejszą aplikacja internetową obwołano w XX w. pocztę elektroniczną. Poczatek nowego stulecia nalzy do komunikatorów. Dziś na wizytówce nie wystarczy już numer telefonu komórkowego i adres e-mailowy. Nalezy też dodać swój numer gadu-gadu.
W 1996 roku izraelska firma Mirabilis wypuściła nieznane, darmowe narzędzie, które z czasem w języku polskim zyskało nazwę ‚komunikator internetowy’. Pół roku później z ICQ(fonetycznie z angielskiego – szukam Ciebie) korzystało milion osób. W 1998 roku 12 milionów. Dziś ok.150. Nic dziwnego. Ten prosty program nie tylko pozwala na prowadzenie rozmów z innymi uzytkownikami sieci w czasie rzeczywistym, ale także na wysyłanie wiadomości sms, a nawet na komunikację głosową. W Polsce najszybszy był założyciel firmy sms-express.com Łukasz Foltyn. Powstałego w 2000 roku gadu-gadu używa ponad trzy miliony Polaków. Tendencja jest rosnąca…

FLASH MOB

Brak komentarzy

Czyli błyskawiczny tłum. W dzisiejszych błyskawicznych czasch błyskawicznie powstaje wiele nie do końca zrozumialych zjawisk. Historia flash moba siega raptem maja ubiegłego roku, kiedy to Bill z Nowego Jorku postanowił skrzyknąć mailowo znajomych i nieznajomych, by wspólnie podebatowli nad kupnem dywanika wewnątrz ekskluzywnego sklepu Macy’s. Z różnych stron nadciągnęło nagle kilkadziesiąt osób, zrobiło co zrobić miało i cały tłum natychmiast się rozpłynął w jeszcze większym tłumie…
Know how, czyli jak to działa. Na jednej z lashmobowych witryn internauci czytają wytyczne porządanego zachowania o określonej porze w określonym miejscu. Informacje przekazują przyjaciołom drogą mailową, smsową tudzież gadu-gadową. I tak, gdy wybija godzina zero, ni stąd ni zowąd dziesiątki(setki) nieznanych sobie w znakomitej wiekszości osób – przykładowo w polowie stycznia 2004 wita w centrum Warszawy rok 2005. Po co? Dla czystej zabawy – deklarują wtajemniczeni.

Oto ciąg dalszy edukacji z kalendarza. No to idę edukować sie dalej, ale już nie z kalendarza. Ciao amore. A Ciao Darwin to najgłupszy program w tv jaki miałam okazję oglądać. Koniec.

No to tak na szybko powiem: kocham wiatr, kocham słońce, kocham żagle, kocham Przybrodzin, kocham… No, ale się rozpędziłam. W normalnych okolicznościach nigdy bym do takiego wyznania nie była skłonna, lub byłoby mi aż nadtto wstyd i bym się rumieniła. Ponieważ jednak jestem spalona na rumiany kolor[jutro będzie brąz;)], mam jeszcze pozostałości po wczorajszym kacu słonecznym, toteż mogę sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa i wyznac tę prawdę.
A na koniec dodam tylko, że żużlowcom ostrowskim życzę jak najlepiej, ale i tak nigdy nie pokocham tego sportu!
Amen.
Znikam

DEE JAY

Brak komentarzy

Kiedys chłopcy chcieli być strażakami, a dziewczynki… Nie wiem, kim chciały być dziewczynki, ale wiem, że dziś wszyscy chcą być didżejami(alternatywne pisownie: deejay’ami, DJ-ami, a swego czasu-Disc Jockej’ami; kazdy wie o co chodzi). Dejoci(kolejny wariant) grają z płyt winylowych, CD, albo poprostu z komputera. Największy szacunek wzbudzają Ci pierwsi(sprawa dyskusyjną jest, czy uzasadniony)- operując wielkimi czarnymi nalesnikami. Odpowiednio dobieraja krążki i kładą je na gramofony. Najpopularniejsze od zawsze są Technicsy, zwłaszcza modele SL 1200 i 1210, choć już po pietach depczą im Vestaksy. Podczas setu(występu) didżej gra na dwóch, czasem trzech deckach(czyli gramofonach). Większe ilości obsługuje sie już tylko na mistrzostwach świata. Cała sztuka – prócz odpowiedniego doboru kawałków (trafiającego w nastrój publiki i ‚poetykę’ poprzedniego utworu)- polega na zgraniu bitów. Bity się rozjadą – ludzie rozejdą. DJ musi jednym uchem słuchać więc muzyki z jednej płyty, drugim – na słuchawce – z drugiej i przesuwając kultowy suwak zwany crossfaderem wypuścić nową piosenkę, wyciszając powoli starą. Suwak umieszcony jest na mikserze, bez którego równiez ani rusz. Jak widać z krótkiego tekstu, ciężko połapać się już w samym nazewnictwie, więc co bardziej zaradni dejoci założyli szkoły didżejskie. Na razie tytułów magistra nie rozdają. Ale kto wie. Może za kilka lat lepiej będzie podpisywać się DJ niż dr.

Oto kolejny temacik z edukacyjnego cyklu kalendarzowego. Mamy lato więc jest zielono na blogu. Niech nie pada to pojedziemy topić żagle…

LANS

3 komentarzy

Czyli niewyszukany, lecz efektowny i najczęściej efektywny sposób autopromocji. Lansuje się głównie warszafka. Poprzez chodzenie na odpowiednie balangi i zapraszanie odpowiednich osób na balangi urządzane przez siebie. Poprzez odpowiedni strój(z odpowiednich sklepów) i odpowiednie słownictwo. Słowem: poprzez odpowiedni styl życia. Efekt – szybka kariera, ale rzadko model ‚od zera do milionera’. Lansować się łatwiej córeczkom, synalkom, pociotkom i znajomym królika.

[mój komentarz: sick!!! pe.es.klolik proszę nie brać ostatniego zdania do siebie, to cytat z kalendarza!!!]

AMEN

Brak komentarzy

Mam nową fryzurę i jeśli wierzyć opini otaczającego mnie środowiska to wyglądam doskonale, super ach i ech. Co poniektórym to bym nie uwierzyła bo mogli tak z czystej uprzejmości powiedzieć, jednak mój wyznacznik trendów w postaci mego osobistego brata stwierdził, że właśnie taki kolor miał być[ino znacznie krócej obciętę]. No i najważniejsze, tej najwazniejszej osobie też się podoba[chyba, że mnie okłamuje od czterech dni].
Ogólnie pogoda gorsza niż jesienią bo wtedy jakoś łatwiej mi przyjąć do wiadomości, że pada, że wieje, że zimno jest bo jest jesień. No ale w środku teoretycznego lata, bo praktycznego brak, troszkę trudno mi zaakceptować to, co mamy za oknem. Teraz się cieszę, że tak pogoda udała się w górach… No i pora zwiedzić jutro placówki państwowej służby zdrowia[co by mamusia już głowy nie suszyła] i będzie git i znikam na kolejne trzy tygodnie z tego świata.

Na zakończenie dodam, że powstaje nowy cykl notek w oparciu o kalendarz jaki dostałam przy dokonywaniu zakupów w pewnej bardzo znanej firmie odzieżowej, w ciuchach której chadza cała okolica. W kalendarzu tym odkryłam niezwykle interesujące informacje na niezwykle pasjonujące tematy[;p].

Niestety wakacje wakacjami, ale perspektywa wrzesniowego ostatniego starcia wisi nade mną, dlatego też jak przystało na mądrego człeka zabrałam się z lekka za powtarzanie lub douczanie. No i jakoś to tak nudne jest, bo zauważyłam zasypianie po paru stronach… Dlatego też aby ożywić szarawe komórki i mięśnie toteż udalismy się z osobistym bratem na voyaje. Dotarliśmy aż pod górkę we Wtórku gdzie oczom mym ukazał się potężny plakat informujacy o gminnych dorzynkach. Rewelacja. A wiatr tak silny wiał, że zjeżdżając z górek ledwo co jechaliśmy bo tak nas pchało w przeciwną stronę. A na bocznych uliczkach to pisakownice legalnie miałam w ustach pomimo zagryzionych twardo warg. Ten wiatr jest boski, choc osobiście wolę jak jest bardzo silny ale jes do tego ciepło i odrobine wilgotno. Dziś jakoś chłodno i sucho było. Może w weekendzik jakaś przejadżka bedzie dłuższa… Choć coś moja kobieca intuicja podpowiada mi, że raczej nie mam na co liczyć i będzie to samotny weekend…

Chyba udziela mi sie spotkanie z Rudą, bredzę tak paskudnie, że gorzej już nie można. A do tego jestem tak podniecona, że mężczyźni[a w szczegolności jeden] mogą być zazdrośni… Jutro mam randkę z nową fryzjerką. Zobaczymy czy będę mogła później spojrzeć w lustro…;>

Błogostan, czy to dobre słowo? Nie wiem i w zasadzie nie chcę się nad tym zastanawiać. Cudownie, wspaniale, nierealnie. Może i jeszcze parę innych epitetów przyszło by do mojej głowy gdybym chwilę dłużej pomyslała. Ale to i tak niepotrzebne jest. Bo jak oddać w słowach coś czego nie da sie opisać? Tak wiem, są tacy co potrafią, to tzw. pisarze. Powiedzmy, że ja sie do takich nie zaliczam, i dlatego też pozostanę przy moim nieopisanym doświadczeniu. Przy najmilszych odczuciach, przy tych najwspanialszyh chwilach. Początkowy strach co z tego wszystkiego wyjdzie i te wspaniałe dni, które tak szybko przeminęły. Tego potrzebowałam, MY potrzebowaliśmy. A teraz trzeba powrócić do normalnego życia, spaść z naszej chmurki. Ale ten spadek nie bedzie bolesny bo jesteś obok mnie…


  • RSS