melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2006

K*%$@

Brak komentarzy

Ksiązki pochłaniają, całkowicie. Zasysaja i nie chcą odpuścić do ostatniej strony. Niektórzy by skiwtowali, że smętna to i kiespka sympatia, ale mimo wszystko mam tę symatię. I to ogromną sympatię do pana Ludlama i jego książek. Jakoś tak zaczynam czytać i czytam aż skończę. W tym miejscu ma pięść wali w serducho – mea culpa, mea. O wybaczenie proszę Cię o wspaniała Marylin i szanowna pani Oates. Jeszcze troszkę i skończę, ale później będzie żal, że juz skończyłam[a Marta będzię szczęśliwa, że książkę odzyskała]. Dlatego co jakiś czas odkładm Blondynkę na stolik i sięgam po coś innego. Dziś Ludlam. Chyba brutalność Bourne’a daje upust mym złym emocjom i ogólnie panującemu megawkurwieniu. Gdy się uspokajam siegam po lekutury spokjniejsze. Pod łużkiem leży jeszcze niedokończony Wymażony Dom Ani. Czułam się jakbym tam była. Czułam jakbym miała znów 12 lat. Niesamowite. Wracać do tych starych książek. I też niedokończony Monteskiusz wspaniały. Choć zanudza mnie śmiertelnie chyba będę musiała przebrnąć przez jego myśli. Ku chwale filozofi i szeroko [nie]rozumianej teori państwa.
Ostatnio moim mażeniem jest mozliwość kupowania wyłącznie tych książek, które to chcę przeczytać. Niestety. Marzenie. W rzeczywistości nie ma tego luksusu. Kupuję książki, które muszę przeczytać. A te co chciałabym, to zdobywam w inny sposób i połykam w tych krótkich przerwach lekury tych obowiązkowych. Umknęło sedno marzenia. Marzeniem jest poczucie komfortu kupowania tych książek, które pragnie przeczytać dusza. Tyle jeszcze książek bym chciała przeczytać w życiu. I tych mądzrejszych i tych śmieszniejszych.
Ale dwano też nie podniecałam się tak żadną książką naukową, jak tą pan Malcolma N. Shaw’a. Póki co pachnący nowością egzemplarz biblioteczny. Ale muszę mieć tę pozycję na włsność. Muszę zacząć poszukiwania tematu. A tam jest wiele ‚inspirujących’ zagadnien, od których można wyjść. Chyba jeszcze przeraża mnie ta myśl. Nie chce myśłeć.

Nie chcę myśleć, nie chcę czuć. Nie chcę, nie chcę, nie chcę… nie.

KU PAMIĘCI

Brak komentarzy

to, że mamy atak niezwykle srogiej zimy, to chyba wszyscy odczówają.
ku pamięci, jak długo żyję na tym świecie, to jeszcze nigdy nie było takiej temperatury za oknem…

23 stycznia 2006 roku godzina 1:11am na termometrze jest -20 stopni

nieco wcześniej bo w godzina popołudniowych było -17

to już drugi czy trzeci dzień z takimi temperaturami?

zamarzam i współczuję tym co mieszkają we wschodniej części naszego pięknego kraju.

nie ma to jak +20 w pokoju…

Nie raz i nie dwa. Czytywałam i zawsze się usmiechałam czytając. Jego już nie ma. Jego twórczość pozostanie. Dziś odszedł ksiądz Jan Twardowski.

a my spieszmy się kochać, może jeszcze zdążymy…

Odkrywam płyta po płycie, album po albumie. I coraz bardziej mi się podoba. Wiedziałam, że taki zespól istnieje, słyszałam kilka kawałków, ale bez większego zainteresowania. Wszystko zaczęło się od piosenki tygodnia w Trójce. Co dzień słyszałam Lazarusa. Takie łagodne dźwięki i jednocześnie wiedziałam, że przeciez Oni tak do końca łagodni nie są przecież. Od czegoś zacząć trzeba, wiec na topie był album ‚Deadwing’. Słuchałam, słuchałam. Czytałam opinie, ‚starzy’ fani uważali go za przeciętny. Mi się podobał, ale nie znałam wcześniejszych. W końcu posmakowałam wcześniejsych brzmień. Od pierwszej płyty rozpoczęłam degustację. I nie zawiodłam się. Może nie mam jeszcze wszystkich, opinie swą kształtuję tylko na bazie tych kilku albumów które zdążyłam posiąść. Jednak nic chyba już nie zmieni odczuć doznanych przy słuchaniu płyty ‚Voyage34 The Complete Trip’, nie do opisania dla mnie. Ale możliwe, że tak jest bo jakoś Floydów mi przypominają. No i niesamowita perełka ‚Live in Warszawa’, koncertowe czyste brzmienie. Odpływam z Porcupine Tree.

Mroźny spacer dobrze robi. Odgania czarne myśłi, chłodzi emocje i umysł, słońce ładuje swą energią. Chyba słońca najabrdziej mi brak. dzień jest całkiem inny gdy rozjaśnia ono swym blaskiem świat. I mimo, że mrozik szcypal w policzki jakos tak miło się szło, a nogi same niosły, nie zawsze tam gdzie się chciało iść. Ale miło było. Ja, Słońce i Świat.

No a poza tym to słucham sobie tego, na co mam akurat ochotę i się niczym nie przejmuję i dobrze mi z tym. Poza w/w Porcupine Tree, odurzam się Paradise Lost i kolejnymi częściami Om Lounge. Nie mogę poddać się temu, co siedzi gdzieś we mnie i resztkami sił krzyczy. Chciałabym móc teraz siedzieć przy Wabb i dodawać jej ciepła w tym paskudnym chorubsku. Może doktor Ola przekona ją w końcu do wychaśtania tego paskudctwa. Tyle, że jeszcze jest serducho, a tego juz nawet chirurgicznie nie da się wyleczyć…

OBIETNICA

1 komentarz

Kiedyś sobie obecałam, że gdy do władzy dojdzie Andrzej Lepper i jego partia, to wyemigruję na Jamajkę lub Wybrzeże Kości Słoniwej.
Chyba zacznę zbierać na bilet lotniczy w jedno z tych miejsc, i zaopatrzę się w jakieś przewodniki przed podjęciem decyzji, które z z tych państw wybieram.

Sytuacja polityczna w naszym pięknym kraju zaczyna mnie coraz bardziej śmieszyć. Moim skromnym zdaniem PiS usilnie poszukuje koalicjanta/tów. Cóż. Wiele można by do tego jeszcze dodać, ponarzekać, pokrytykować. Chyba jednak szkoda słów, nie warto tępić sobie na nich język.

Ostatnimi czasy zaczęła dokuczać mi moja wrażliwa natura. Szybko się wzruszam, oglądając nawet jakiekolwiek wiadomości czasem zbieraja mi się łzy, o filmach już nie wspominam. Gdy promienie Słońca w końcu rozświetliły świat swym blaskiem w sobotę z rana, z radości zakręciła się łza. Nie dobrze jest. Spacery na mrozie w ostatnie dni dobrze robiły, ale mógłby już ktoś w końcu włączyć to ogrzewanie. Bo zanim przyjdzie moja kolej na wizytę u naczyniowca, to zdążę stracić me dolne kończyny. Górne zresztą też.

tydzień sponsoruje muzyczna mieszanka wybuchowa: Mylo z ‚Drop The Pressure’ & ‚Metanoia’ Porcupine Tree, oraz Patrycja Kosiarkiewicz z niebywale optymistycznym utworem ‚Za darmo nic’

mamy nowy rok
bez postanowień
bez przysięg
tylko Ja
spokój
wyciszenie
odżycie w perspektywie raczej dalszej niż bliższej
muzycznie Pati Yang i Maria Peszek zmieniają mi świat na piękniejszy wśród tej okropnej szarości pośniegowych roztopów
głęboki oddech
muszę żyć
będziemy tzymać klasę [Wabb i Ja]

tydzień sponsorują Pati Yang z płytą ‚Silent Treatment’ i Maria Peszek z albumem ‚Miasto Mania’


  • RSS