melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2006

‚Teraz jest moda na prezydentów. Nie dyrektor, nawet nie prezes, ale prezydent jakiejś korporacji. Bo tak elegancko i światowo. No i proszę Państawa takiemu prezydentowi to nie wypada jeść drugiego śniadania, on chadza na lunch[czytaj lunch]. To taka moda warszawska, tam tak robią. Nie to co u nas tu na prowincji – drugie śniadanko bułeczka z szynką i serem zawinięta w sreberko, co ją małżonka rano naszykowała dla nas. Choć i znany jest przecież prezydent, co to drugie śniadanko z papierka odwinął…’
prawo handlowe – pan profesor celowo użył sformułowania ‚lunch’ on sam biegle mówi po angielsku i niemiecku, ale nie lubi warszawskiego środowiska.

There are nine million bicycles in Beijing
That’s a fact,
It’s a thing we can’t deny
Like the fact that I will love you till I die.

We are twelve billion light years from the edge,
That’s a guess,
No-one can ever say it’s true
But I know that I will always be with you.

I’m warmed by the fire of your love everyday
So don’t call me a liar,
Just believe everything that I say

There are six BILLION people in the world
More or less
and it makes me feel quite small
But you’re the one I love the most of all

We’re high on the wire
With the world in our sight
And I’ll never tire,
Of the love that you give me every night

There are nine million bicycles in Beijing
That’s a Fact,
it’s a thing we can’t deny
Like the fact that I will love you till I die

And there are nine million bicycles in Beijing
And you know that I will love you till I die!

by Katie Melua
- tak poprostu, bo piękne, bo prawdziwe z dedykacją bardzo osobistą dla M. – dziękuję.

[...]

1 komentarz

Czuję się jakby walc po mnie przejechał.
Dlaczego to ja mam zawsze pod górkę, mimo że tak bardzo się staram?
Dlazego zawsze mi wieje prosto w oczy?
A może za wsoko celuję?
Może jestem nic nie warta, tylko ubzdurałam sobie, że chcę coś osiągnąć, że chcę mieć lepsze życie?
Może wisi nade mną jakieś fatum?
Jestem jakaś pechowa?

PO MESKU

1 komentarz

Słów kilka o tym jak… No właśnie. W niedzielne poranki co sie robi? Spi moi mili, a co robilam ja? No nikt nie zgadnie. Pelna poswiecenia i z usmiechem na twarzy wstalam bladym switem, aby towarzysyc Pewnemu Mezczyznie w wyprawie w pewne miejsce. Na ow miejscu poczulam sie jak facet, ktory idzie ze swoja kobieta na zakupy do centrum handlowego. ASle po dluzszej chwili stwierdzialam, ze facetow w centrach handlowych jest znacznie wiecej niz kobiet w ow miejscu. Coz poczulam sie ‚zmaskulinowana’ nie wiem czy to dobre okreslenie. Ale jak tu powiedziec, ze czulam sie przytloczona nadmiarem osobnikow plci meskiej. Wszyscy krazyli w wiadomych tylk im celach i mowili dziwnym jezykim niezrozumialym dla mnie/niekoniecznie przeklinajac, co bylo na porzadku dziennym. Czy juz ktos odgadl gdzie bylam? Pan w czwartym rzedzie sie usmiecha, a pani tam z tylu ma dziwna mine. No slucham. O! Brawo dla tego odwaznego pan. Skad pan wiedzial, ze bylam na gieldzie samochodowej! No tak, tylko w takim miejscu mozna spotkac tylu mezczyzn, przypuszczam, ze nawet na meczach pilki noznej jest wiecej kobiet niz na gieldzie. Coz tak uolynal mi poranek i poludnie dnia niedzielnego.

Lykanie ketanolu na bole wiadomych organow kobiecych chyba do konca nie pomoglo. Nad ranem obudzil mnie ostry skurcz… A w srodku nocy budzily mnie jakies bzdetne sny, wrecz koszmary polityczne…
Coz…

APDEJT

2 komentarzy

Moja wiara i naiwność są ogromne… Cóż, nic na to chyba się nie poradzi. Źle na tym wychodzę. Jak głupia łudziłam się całe popołudnie i wieczór. Mogłam już dawno być w/siedzieć w pociągu do/być w drodze na stację. Łudziłam się.

Jak mawia Wabb, trzeba wyciągnąć z szafy wygniecioną klasę, odprasować ją, przywdziać i dumnie nosić z głową podniesioną w górę.

SAMA

Brak komentarzy

No właśnie… Sama. Ale chyba szkoda energii na wyflaczanie się i pisanie o tym, że jak zawsze pojawia się trudna sytuacja to zostaję sama i sama muszę sobie z tym poradzić. Przecież jestem duża dziewczynka i jakoś to będzie. Poradzę sobie sama. A przepłakana noc daje efekt w postaci zapuchniętych oczu i mokrej poduszki, więc na nic się nie zdaje…
Zatem nie będę się wyflaczać. Będę udawać, że jest dobrze i wszystkich o tym zapewniać. A tymczasem póki jestem samiusieńka w domu to sobie spokojnie popłaczę…

SPAĆ

Brak komentarzy

Dostanę kręćka od tego ciągłego jeżdżenia w tę i na zad.
Cierpię na drastyczny przybrak bielizny – jak się zrobi porządek to później tylko braki widać. Jeszcze takiej czystki nie miałam. Porażka.
Idę spać.

PSTRYK

Brak komentarzy

Dwie godziny temu wiedziałam dokładnie co chcę napisać. Teraz nie pamiętam wogóle.

MYŚLI C.D.

Brak komentarzy

Dopis do porannej notki – mamy sychłek dnia pierwszego listopada i taką snieżyce jak w samym srodku ostrej zimy. Wiatr wieje tak, że swiata nie widać.

O myslach miało być. No własnie i tak jakos dziwnie o tym pisać. Wszyscy się dowiedzą jak miało być. A tu lipa. A może i tak lepiej.
Założenie nr jeden kończę studia, już pracuję a teraz mam[podobno potencjalnie] większe możliwosci na zrobienie tzw. kariery jaka ona by nie była. Cokolwiek, gdy kobieta zaczyna pracować i w miare sobie radzi, to trudno i to bardzo zrezygnować jej z tego. Znając realia wiemy doskonale, że kobietom zresztą znacznie trudniej znaleź w miarę sensowną i dobrą pracę. Stąd dy już ta płeć piękna i słaba cosik takiego złapie to tak łatwo nie pusci. Wniosek powszechnie znany – na chwilę obecna kobiety odkładają macieżyństwo ‚na później’. I tak w kółko. Tajęmnicą nie jest, że moja mam urodziła mnie w wieku trzydziestu lat. Kiedys sobie przysiągłam, że ja tak nie zrobię, że chcę mieć dziecko wczesniej. Zreszta patrząc dalej – do tego aby była dzidzia potrzebny jeszcze jakis dawca nasienia tudzież zwany partnerem życiowym[inne okreslenia sobie odpuszczę]. No i było by miło gdy ów wspomniany partner/dawca miał choćby blade pojęcie o tym, że ma się przysłużyć dla przedłużenia gatunku. Policzmy zatem – znalezienie odpowiedniego kandydata[nie chcę byle kogo, to ma być Ktos wyjątkowy] zazwyczaj troszkę zabiera. Dalej aby dzidzia przyszła na swiat to statystycznie potrzeba 9 miesięcy. Sumując pęknię nam lekko półtora roku. Czyli robiąc ‚karierę’ odsówam wszystko na ‚zas’. Prawdopodobnie na dłuższe zas. Z koleii decydując się na bejbi z pewnoscią również odsówam wszystko na później. No i inna kwestia, znacznie poważniejsza – dziecko to odpowiedzialnosć i obowiązki, czyli zmiania się w ogromnej mierze dotychczasowe życie. Teraz najprzyjemniejsza sprawa – odkrywanie swiata. Móc pojechać w jakis zakątek większy lub mniejszy kuli ziemskiej. Pomieszkac tam, poracować czy to w zawodzie czy też robiąc cokolwiek. Nacieszyć się wolnoscią, młodoscią. Zdobyć nowe doswiadczenia, poznać nowych ludzi. Genialna sprawa. Gorzej[a może i lepeij], kiedy nie będzie się chciało wrócić. Zreszta przy takich voyagach trudno przewidzieć czas jaki na to zejdzie. Zresztą trudno przewidzieć czas na cokolwiek, z tych rzeczy które wymieniłam i opisałam. Wynika z tego tylko tyle, że w duzej mierze jedno może eliminować drugie. W najlepszym wypadku opóxniać na bardzo długo. Wszystko wiąże się z wyrzeczeniami.
Pamietam, że gdy byłam na finiszu liceum i przyszedł czas na tzw. dorosłe decyzje i dorosle życie, mialo miejsce w moim zyciu kilka bardzo ważnych wydarzeń. Pamiętam, że powiedziałam jednej osobie, że ja chrzanię taką dorosłosc. Że nie tak miało być. Wiem też, że sporo osób nie wierzyło, że się pozbieram, że dam radę. Patrzęc z perspektywy, myslę, że mogło byc kilka innych decyzji. Może wtedy inaczej wyglądałoby moje teraźniejsze życie. Choć nie mogę powiedzieć, było i decyzje których nie żałuję wcale.
Człowiek się uczy cały czas. Nie chcę skończyc studiów i zacząć cos, co po kilku latch skwituję tak jak teraz moje studia – debilny wybór. Gdzie to wyciąganie wniosków? Jakos ich nie widzę.
Moje wyliczone 6 lat, może przelecieć znacznie szybciej niż się tego spodziewam. A może się ciągnąć w nieskończonosć. A na cos będzie się trzeba jednak zdecydować. Chciałabym wiedzieć czego chcę.
Dobra jestem debilką, że się nad takimi ‚problemami’ zastanawiam.
Kiedys mialam plan.

Mam porypane do wiwatu sny. Jak mi sie nic nie śni[a raczej nie pamietam co mi sie sni], to mi się nie sni. Ale jak już cosik się przysni, to paranoja. Perypetie na kołach tramwajowych z królikami w tle.
A dzis kolejna paranoja osobista rodzina w postaci mam&cioc postanowiły na cmentarze jechac o – uwaga!- 7 rano!. Tak więc wstałam o 6.30.
Zimno, piździ że ho, wieje co raz to pada to słońce. Porażka – wleźć pod koca z kubkiem kakao i kims cieplutkim obok -oto marzenie na dzis.

A wszyscy Swięci i tak balują w niebie…

redakcja przeprasza uprzejmie za niepisanie literki ‚ś’ ale wynika to z dziwnego zjawiska monitorokomputerowego.


  • RSS