melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

Używając brzydkiego, bardzo nieładnego i kolokwialnego języka: chujnia z gzrybnią zawiana piździcą.
To była natka o pogodzie tegorocznego cudnego lata.
Dziękuję.
Dobranoc.

NIE

Brak komentarzy

przepraszam, że jestem punktualna
przepraszam, że się czepiam
przepraszam, że dzwonię
przepraszam, że potrafię być cyniczna
przepraszam, że jestem szczera
przepraszam, że niczego nie ukrywam
przepraszam, że mam uczucia
przepraszam, że jestem wrażliwa
przepraszam, że kogoś mogłam urazić
przepraszam, że się odzywam, oddycham, żyję

nie kurwa! nie przepraszam za cokolwiek. nie tym razem. przepraszałam już zbyt wiele razy, nawet gdy nie byłam niczemu winna.
emocje opadły…

Okej, miałam śliczną notkę to mi ją kurna skasowało. Zatem będzie krótko. Najważniejsze jest ujęte w topiku, chyba nic więcej dodawać nie trzeba.
Mogłabym się doczepić panów techników, którzy chyba przedobrzyli sprawę zbyt mocnym nagłośnieniem – momentami nie było słychać co to za kawałek.

Poza tym koncert z pewnością nie byłby taki rewelacyjny gdyby nie było ze mną Kogoś…

Ogólnie to jestem już teraz oficjalnie połączona ze światem na swoim private komputer, za pomocą blutufa dzięki mojemu jedynemu na świecie, wspaniałemu, inteligentnemu i niezwykle mądremu magistrowi inżynierowi :) ;*
Poza tym w pracy wytapiamy z siebie siódem a może i ósme poty – dziś u nas w pokju było mroźne 33.4 stopnia Celcjusza. Wentilatorrry tylko mąciły to obrzydliwe powietrze. Ale wieczorny spacerek po Malcie był wyśmienity.
I poza tym, że wkurzają mnie wspólokatorzy i w pracy jest nie do wytrzymania z powodu panujących warunków cieplarnianych, a z okazji rocznicy dostałam kwaśną nektarynkę i popsuty humor na dwa dni, to odpowiada mi taka ciepła pogoda i jest dobrze.

Póki co jestem w niebo wzięta, że mogę leżeć w wyrku z komputerkiem i szperać sobie w necie :) Tyle, że wolę na spacer iść…

ROCZEK

Brak komentarzy

Aż się normalnie popłakałam. Ale nie ma to tamto – zagrali wyrównany mecz, jeśli można tak powiedzieć o grze z Brazylią. W porównaniu z meczem finałowym mistrostw świata gdzie pykneli nas do zera i to jeszcze dużymi różnicami punktowymi, ten mecz był bajeczka. Szkoda chłopców bo grali naprawdę dobry turniej. I nie bez przyczyny jako jedyni przegrali dopiero w starciu z Brazylią. Popsuli kilka kluczowych zagrywek no i tempo brazylijczyków ich powalało. Ale i Brazyli nie błyszczała – rewelacyjnie psuli swoje serwisy, wprost niemożliwie ;)
No nic to, mamy powtórkę grupową – Nam będzie chciało dokopać USA a Brazylia Rosjanom. Moim osobistym zdniam to właśnie ten mecz półfinałowy był zdecydowanie najlepszym meczem turnieju.

Poza tym żyję – a to nowość. Tylko tak jakoś pisać z cudzego to mi nie idzie. Ja muszę pomyśleć, posiedzieć. A nie na łapu capu. Może się w końcu w tym tygodniu doczekam tego blutufa i netu. Bo ileż czasu można wybierać takie gówno?
A w pracy – póki co się uczę, dużo nowości, dużo pracy. Wiem, że jestem tam z konkretnych powodów. I szczerze mówiąc mam nadzieję, że się dużo nauczę. Tylko kurka wstawanie o 6.30 nie jest na moje zdrowie. Teoretycznie o 7.30 zaczynam pracę.

No i co najważniejsze – mija rok bardzo ważnych wydarzeń…

FIRST DAY

1 komentarz

No to pierwsze kotki za płotki. Zobaczymy co będzie dalej i jak będzie.

Będzie dobrze, nie?


  • RSS