melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

ZIMA

Brak komentarzy

Upał jak fiut – jak to śpiewa Muniek S. w pieśni o tym, że lata to on nie lubi i już.
Ja tam nie narzekam na taką pogodę, jestem ciepłolubna i ciepłochowna ;) i powiedzmy, że nawet te ochydne upały by mi nie przeszkadzały, gdyby nie mały, maleńki naprawdę drobny szczególik – u nas w biurze panują warunki tropikalne zaledwie 32 stopnie. I żeby nie było, mam to na zdjęciu. Podobno jak temperatura przekroczy 33 stopnie to możne pokazać pracodawcy palec i zawinąć na chatę. Jak jest taki upał, to człowiek mało konstruktywnie myśli. Żeby było radośniej dodam, że pokuj mamy od południa, popsute wertikale i dwa ogromne okna i balkon. Jakoś udało nam się pozasłaniać okna a dzięki balkonowi i zablokowanym drzwiom jest maleńki ciąg powietrza, dzięki któremu jeszcze nie zdechliśmy. Póki co dzielimy się wiatrakami i dajemy radę,  ale jak długo?????
No i już wiem, że [nie]stety jutro musze iść do racy bo nie wygrałam tych 37 milionów. Cóż jak nie dziś to kiedy indziej.

BLE BLE

Brak komentarzy

Mieliśmy być tam, gdzie oboje chcialiśmy i robić to co sprawia frajdę -> łapać wiatr w żagle na Kiekrzu. Ale nie jesteśmy i będziemy tam gdzie nie chcę być… Wrr otrząsa mnie i gęsia skórka wychodzi. Będzie trzeba się postarać.
No i znikł, całkiem niespodziewanie dla mnie [ bo jak nie miałam netu to śledzić na bierząco nie mogłam wydarzeń] pewien blog pewnej niesamowitej osoby…
Trzeba umyć zęby i wyszykować się…

TORBA

1 komentarz

Zapomniałam o najważniejszym [tia, jak by to było nie wiem co]. Po jakiś +/- 9 latach wróciłam do jasnych włosów. Naturalnego koloru to ja już dawno nie mam. Ale zeszłam z tych moich brązów i nie wiadomo czego tam po drodze i obecnie mam kolor piasku? bardzo jasnej kawy z mlekiem? Nie wiem, nieważne, ważne że o dziwota dobrze się czuję i nawet podobno chyba mi ładnie [chyba że mnie kłamią:P].
Ostatnio miewam fazę na mleczne jedzenie – jakby to była u mnie jakaś nowośc. I dla odmiany zamiast płatków jadam na śniadanko kaszkę. Zaopatrzyłam się w jakąś tam bobowitę mlecznoryżową z bananami. Skoro dzieciom nie szkodzi to mi też. No i taką otwartą kaszkę zamkniętą spinaczem dziś z rańca w pośpiechu wraz z resztą jedzenia wrzuciłam w taszkę i w długą do roboty. Po drodze jeszcze mleko, drożdżówa i buła. I wio. A w pracy rybka. A raczej kasza. No właśnie kaszka mi się sypła i całą torbę zasyfiła białymi trocinami.
W galerię wrzucam fotę z tym co z torby wyjęłam w celu wyczyszczenia, i torbę już wytrzepaną i na nowo załadowaną. A oto lista szpargołów jaki noszę po taszkach:
-organizer
-portfel [z dokumentami]
-okulary słoneczne i pokrowiec
-etui na okulary zwykłe i okulary w środku
-etui na soczewki
-smarketki
-sinupret na katar
-kosmetyczka [w kosmetyczce: szczoteczka do zębów, tampony, puder, ketonal, plastry, acard, krople do oczu, orgametril, nospa] (normalnie jak apteka, sic!)
-wapno na moją wysypkę na rękach
-skarpetki
-rękwiczki
-pendrive
-długopis
-krem do rąk
-pomadka
-krem
-lusterko
-zwykła  chustka
-dzisiejsza gazeta
-ulotka
-słuchawki od tel.
-śrubokręt
Na zdjęciu nie ma telefonu, którym zdjęcie robiłam i kluczy bo w drzwiach i kolczyków[!] bo zdąrzyłam wyjąć dziś rano.
W pracy dziewczyny się śmieją, że jak coś potrzeba to na pewno jest w mojej torebce.  A w ogole to na fotce tego nie widac tak dobrze, ale moja torba na śliwy jest w soczyście zielonym kolorze.

p.s. dla przypomnienia – link do galerii jest na blogu

FOTO

Brak komentarzy

Chciałam tylko dodać, że do galerii wrzuciłam kilka nowych fotek. Po maleńku zaczynma wszystko uaktualniać.

Jest niedziela – notatka pojawia się na blogu. I co? I nie jestem w OW. Szanowni Państwo mam internet w Poznaniu. To graniczy prawie z cudem. Ale ale, żeby było zabawniej to te piździelce tydzień czasu aktuwowali nam internet. Od poniedziałku jak przyszedł montere do piątku popołudnia. Horror jakiś. Jak ja bym coś tak w pracy robiła to bym swoje usłyszała. Ale nie bo szanowni panowi administratorzy są bogami i wolno im się bawić jak długo chcą. Co zabwaniejsze, eM jak wrócił szybciej z pracy żeby męczyć ich o to podłączenie znalazł w skrzynce już pierwszy rachunek za neta, którego wówczas jeszcze NIE BYŁO. Toż to sama rozkosz mili Państwo. No ale co by tak nie gloryfikować samego faktu bycia podłączonym do sieci – od piątku wieczora kiedy ten cud się zdarzył do dziś eM przyssał się do kompa. Dosłownie. aktualizacje, nowości, cuda wianki. Grrr.
Z innej beczki – wczoraj na desce więcej czasu spędziłam w tataraku niż pływając. To zbyt piękne żeby mi klika lekcji szło dobrze. Poprzednio było zadowalająco, to tym razem musiałam se dupe wymoczyć w tej bebelusze. Ale o dziwo jakoś wyjatkowo zimno nie było, tak że dało się wytrzymać.
Po jedzeniu chce się spać…

@HOME

Brak komentarzy

Nadal nie mamy netu. Jak się wkurzę, to kupię w poniedziałek blueconecta, bo można świra dostać, ani maili sprawdzic po poludniu ani żadnych przelewów. Co ja mam siedzieć po pracy do wieczora żeby co kolwiek sobie zrobić??
Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
I muszę coś z kolorem włosów zrobić. Wiem jaki kolor, tylko go kupic nie mogę bo nie ma nigdzie. Czy ja zawsze muszę takie dziwactwa wymyślać???
W środę był obiadek w domu w ramach słóżbowego wyjazdu do Ostrzeszowa. Szkoda tylko ze w Poznaniu tkwi sie godzinami w korkach ;/
Muszę się wyspać.

Zajadam się ogórkami świeżo kiszonymi maminej produkcji z żółtym serem.
Skoro pojawia sie notatka w weekend, oznacza to jedno -jestem w domku i nadal w Poz nie mam neta. teraz już przeginają, podobno jakies problemy natury technicznej wynikły, ale w najblizszych dniach już monter powinien się z nami skontaktować.  Od poniedziałku w pracy alekatar jakoś w dal nie poszedł a do tego po skończonej serii antybiotyków na nowo gardło boli. Już nie tak ostro jak w ubiegłym tygodniu, ale nadal czuję mega kluchę w gardle. A zapewniali, że jak nic w gardle nie bedzie to mi też nic nie będzie. tere fere a  głupiemu radość.
Ostatnimi czasy zastanawia mnie jedna rzecz – jak wytłumaczyc rodzicom, że kocham ich nad wszystko i są dla mnie mega ważni, ale w końcu kiedyś musimy rozciąć pępowinę i niech się na mnie nie obrażają jak nie przyjadę co weekend lub dwa dni się telefonicznie nie odzywam. Wydawać by się mogło, że mam bardzo reformowalną Mam ale w tych sprawach brak mi pomysłów.
O Coldplay’u już pisałam. Poza tym brak mi inspiracji muzycznych. Brak mi czegoś co trafia w mój klimat i równocześnie nadaje się na okres letni. Rosin M tylko jakoś dźwięczy, ale już to osłuchane przecież.
Trzeba pomyśleć czy uda się wszystkich na raz do kupy zepchnąć i czy robić parapetówki na raty. Tak w ogóle to jak ktos chętny to zapraszam w odwiedziny. Zrobię dobrą kawę, wino też jest i nawet można pospacerowac po łąkach na Morasku.
Aa przypomniało mi się, te cudne buciki na niebotycznych obcasach jednak nie zostały moją własnością – niby dobre i okej, ale jakoś tak to podbicie nie dopasowane i szkoda by stały w szafie bi źle się chodzi. Stanowczo na to nie zasługiwały. Ale mam juz inne na oku, ba nawet trzy pary.
Z częsci artystyczno prywatnej – witam nową czytelniczkę i aż siem zarumieniłam i zaczerwieniłam. A młodej to się oberwie za sprzedaż pilnie strzeżonych i tajnych tajemnic państwowych, w postaci adresu tej strony :P
Pora najwyższa pod prysznic i spać.
Ostatnie rafaelo na poprawę nastroju przed snem…


  • RSS