melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2008

Godzinę temu w serwisie w radiu usłyszałam, że jest ponad 120 milionów blogów na świecie i że dziś właśnie dzień bloga jest. I tak sobie pomyślałam, że ja też jestem w tym gronie. I kiedy to ja zaczęłam tworzyć to paskudztwo. Ho ho. Ta normalnie głupsza to chyba nigy nie byłam, to raz. A dwa jakoś tak przykro teraz to zakończyć. Mniej piszę, dłuższe przerwy. Ale ciągle istnieję. I chyba nawet dobrz mi z tym, że coraz mniej osób o nim pamięta i coraz mniej raczy zaglądać.
W radiu poza niusem blogowym, pan Kaczkowski zapodał nową metallice. Hmm może to powrót do dawnego brzmienia. Może to będzie prawdziwe COŚ. Premiera już tuż tuż. No a teraz pinkflojd, a raczej fragmenty koncertu Gilmora ze stoczni z przed  2 lat. Mmm, rozpłynąć się można. Shine on you crazy diamonds.. I jakoś nie mam nastroju na odnotowywanie faktów historyczbych w postci rocznic sierpniowych i tej wrześniowej. Dziś jechałma do Poz. ciapongiem. Tak po skosie do mnie siedziała laska z bojfrendem. I patrząc na nią pomyślałam, kurwa ale mi cię dziewczyno żal. Żal mi twej prymitywnej głupoty. Nie ma tu w kraju upałów chorwackich ale dziś całkiem ciepło było. A rzeczona panna miała na sobie czarne rajstopy 60 DEN i żeby elegancciej wyglądać glsnidła na girach. Nie wspomnę że mis polonią to na pewno nie była. Sama nosiłam glany, ale nigdy nie było dla mnie do pomyśłenia aby w środku lata katowsć stopy w tym ukropie. Nawet nie chcę wyobrażać sobie jaki cudny swąd wydostała się gdy buciory zostały zdjęte. Taki widok wzbudza politowanie. Nic to pora znikać z tego jednego ze studwudziestumilionówblogów. Obiecałam sobie, że jutro wcześniej wstanę i szybciej do pracy śmignę – jeszcze zaległości.
Ja chcę do CRO, ja chcę wakacje…

 

Tak jkoś kilkanaście dni temu zapomniało mi się wspomnieć o tym, że zaczynam urlopowanie i urlopowac się będziemy w słonecznym, ciepłym krajau który zowie się Chorwacją. No i tak sobie oto pomknęliśmy, ekspresowo niczym dwie błyskawice.
Ciepło, cieplutko, ciepluteńko, upalnie wręcz i cudny wiaterek i pękne [ z akcetem na Ę] morze, czysta blękitna woda i ogromne góry. Tylko sama wyspa wygląda jakby coś wielkiego w nią pizgło i nic po tym nie zostało. Jak na księżycu. Z czystym sumieniem przyznaję, że to moje pierwsze wakacje od dwóch lat. I słońca nawet troszkę wyłapałam na mą śnieżnobiałą powłoke cielistą. Można rzec, że się opaliłam. I pobyczyłam na plaży i nawet do wody weszłam. Pora wracać do codzienności.

MUZYCZNE P.S.

1 komentarz

Dwie piosenki, które są ostatnio cudne dla mnie
pierwsza to niejaki

Mesajah – Każdego dnia

Każdego dnia, dziękuję Bogu za to, że Cię mam,

Za to, że jesteś przy mnie bym nigdy nie czuł się sam,

Każdego dnia, nadajesz memu życiu nowy sens,

Z Tobą mogę iść po jego kres.

Bo bez Ciebie życie traci sens jakikolwiek,

Bez Ciebie nie mogę nawet w nocy zmrużyć powiek.

Każdy dzień i każdą noc chcę być tylko przy Tobie,

Jesteś dla mnie najpiękniejszą, najwspanialszą z kobiet.

Więc kochaj mnie nie tylko dla przyjemności,

Z Tobą chcę być już do końca, aż po sam grób.

Ja Tobie oddaję się w całości i zrobię dla Ciebie ile tylko będę mógł.

Bo chcę być częścią Ciebie, jak Ty jesteś częścią mnie,

Chcę Tobie poświęcić me życie, tylko z Tobą dzielić się.

Ja jestem tylko Twój i tylko do Ciebie należę, już na zawsze będę kochał Cię.

Twoje gorące ciało mnie rozpala, że aż płonę,

Ja uwielbiam kiedy nasze ciała są złączone,

Uwielbiam kiedy cały w Twoich objęciach tonę,

Bo wiem, że trzymam w moich ramionach mą przyszłą żonę.
 

I kocham Twój delikatny dotyk jak aksamit,

Kocham, gdy oddajesz mi w całości się nocami,

Kocham kiedy obsypujesz mnie pocałunkami,

Nie do opisania jest uczucie między nami.

Bo moja miłość do Ciebie nie zna granic,

Nigdy Cię nie oddam na Świecie nikomu za nic. (joł!)

Ja słucham Twoich rad, dla Ciebie staram pozbyć się wad,

Bo wokół Ciebie kręci się cały mój Świat.

drugi kawałek to wiecznie młode

KSU – Moje Bieszczady

Góry aż do nieba

I zieleni krzyk

Polna droga pośród kwiatów

I złamany krzyż

Strumień skryty w mroku

I zdziczały sad

Stara cerkiew pod modrzewiem

I pęknięty dzwon

Zarośnięty cmentarz

Na nim dzikie bzy

Ile łez i ile krzywdy ile ludzkiej krwi

Księżyc nad otrytem

Niebo pełne gwiazd

Tańczą szare popielice

Sam usypia nas

 
To właśnie są

To właśnie moje Bieszczady

Zarośnięte olchą pola dawnej wsi

Kto je orał kto je zasiał

Nie pamięta nikt

Skrzypią martwe świerki

To drewniany płacz

Świat się kończy w Sokolikach

Dalej tylko las

Druty na granicy

Dzielą nacje dwie

Dzieli ściana nienawiści

I przeraża mnie

Sam jest taki płytki

Gdzie Beniowej brzeg

Dzieli ludzi

Dzieli myśli

Straszny jego gniew


te dwa kawałki towarzyszami prawie co dzień

Im bliżej wolnego, tym gorzej. Kiedy już błyszczało światełko w tunelu, że dam rade ‚się wyczyścić’, tak nagle zapanowała ciemność. Ogólnie zły, bardzo zły tydzień. Zaczął się źle i nie wiem jak zakończy. W poniedziałek rasowe zaspanie. Ogrom roboty, co dzięń więcej. A najgorsze jest to, że maksymalnie do piątej wytrzymuje i zostawiam wszystko w cztery dupy. Jutro to chyba do zmroku zabawię w pracy. Całe szczęście wniosek urlopowy już wypisany w szufladzie czeka. Choć im bliżej wakacji tym, bardziej mam czarne myśli. Mam dość wszystkiego. I najchętniej to bym gdzieś sama, samiusieńka się zaszyła, nikomu nic nie mówąc. W jakiejś mysiej norze na końcu świata. SAMA.
Poza tym skutecznie co poniektórzy troszczą się o moje zdrowie, a w szczególności o to cholerne chore serducho. Po prostu brak słów. Bo z jednej strony by korona z głowy spadła od wysiłku nadmiernego a z drugiej właśnie sa dowody że niby tak właśnie jest. Przepraszam wszystkich zainteresowanych moją osobą i tych dla których jestem podobno warzna i moje dobro ponad wszystko. Mam to gdzieś, doprowadzicie mnie  jak nic do szybkiego zejścia. I cokolwiek się wydarzy, kiedykolwiek to będzie właśnie wina obu zainteresowanych stron.
Przez to wszystko po prostu nie potrafię się cieszyć tym, że jutro ostatni dzień i wolne. Piękny wyjazd, cudne wakacje, a ja mam wszystko w gardle. Już mi z nerwów ciuchów brakuje do prasowania [przecież gatek nie będę prasować].


  • RSS