melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2008

I kolejny tydzień jestem sama. Ten już z głębszym oddechem. Poprzedni był z kategorii – zapomnij raz na zawsze. Miałam ochotę pierdolnąc to wszystko i uciec w cztery wiatry, tak żeby nikt mnie nie znalazł. Mocno psycha mi dała popalić, choć oczywiście starałm się z całych sił, żeby nie było nic widać i nikt nie mógł poznać. A eM jak wrócił tylko zapytał co taka poważna jestem. Jeszcze musze teraz kilku sprawom, a w zasadzie jednej, stawić twardo czoła. I później to niech się dzieje co chce…
W 3ce koncert na żywo – Marylion. Nigdy nie byłam ślepym fanem i pewnie nawet niewiele kawałków po tytułach znam, ale mimo to zawsze słucham z zaciekawieniem. Ładne dźwięki.
A poza tym co aktulnie w radiu, to MariaAwaria. Zastanawia mnie bardzo skąd Marysi peszkowej taki teksty się biorą. Niespotykane, łagodne ale zarazem pospolicie wulgarne.
Ide spać bo zasypiam na klawiaturze.

Majkel, wszytskiego naj mój robaczku.

 

Nadal mam katar, taki piękny cieknący ciurkiem zielonogluciasty, rozwlekły. Jeśli ktoś chętny to oddamam w dobre ręce, odstąpię w formie darowizny czy też w prezencie podaruję. Oczywiście, żebym nie czuła się z katarkiem zbyt dobrze w trybie nagłym przyspieszonym straciłam wczoraj wieczorem głos. I od tamtego czasu wydaję dzwiękopodobne fale, które momentami przypominają słowa i da się je usłyszeć. A dzis po południu zaczęłam kaszleć i czuję, że to ze środka wyłazi. Staram się jak moge powstrzymywać ino czekam aż Mam zaraz zacznie na to wszystko mnie wyzywać, za to że mam katar kaszel, że nie mam głosu i za wszystkie złe rzeczy tego świata. Ale odziwo nie marudziła jak zaczełam szperać po lodówce i przygotowywać wszystko do gorącej czekolady – widać ta herbatka owocowa i dla niej była za mocna.
O eM sie odezwał.
Poza fizycznymi przejawami choroby, zachorowałam na botki, płaszczk z kategorii przejściowych i spodnie rurki 7/8. Z tych rzeczy płaszczyk jest niezbedny gdyż, albowiem ponieważ, nie mam się w co odziać w tę cudną pogodę jaką mamy. Chodzę w marynarce sztruksowej, w trzech swetrach i dwóch szalach. Mój cudo płaszczyk w kurzą stope uległ destrukcyjnemu zaplamieniu pod koniec wiosny i nie dało się go odratować [chyba że mu wytnąć dziurę w okolicach tyłkobiodra??]. Z kolejii moje butki jesienne co nosiłam też zimą liczą już sobie trzeci rok i z tej racji w brzydką pogodę szybko nabierają wody. Na zimę są kozaczki ale na tą hujową pogodę to dupa, nawet w balerinach zimno jest. A później się dziwię skąd mam katar, nie?? Wychodzi na to, że ze wszystkich tych rzeczy na które choruję tylko spodnie są produktem zupełnie zbędnym i coś mi intuicja podpowiada, że najprędzej je kupię z prostej przyczyny – są najtańsze.

Tak z zupełnie innej beczki – wyjeżdżając wczoraj wieczorem z Poz pojechaliśmy pod firmę eMa żebu drugie autko zabrać i jak się przesiadałam nagle huk usłyszeliśmy i po chwili się alarm samochodowy włączył. No cóż jak Iza zareagowała ‚chłopacy ale jaja latarnia spadła’. Wyjeżdżamy z parkingu patrzymy a tam – auto pizgnęło w latarnię z takim impetem, że się na niej zawinęło i latarnia aż się zgieła. No i powłączały się wszystkie alarmy. Masakra jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam na żywo. Dziś sprawdziłam wszystkie serwisy i jakoś nic o tym nie pisali jeszcze…

Ide robić czekoladę na gorąco i oglądać ołszyns tłelw :)

Ok, dziś włączyli ogrzewanie więc da się wysiedzieć w domku, ale ogólnie jest gorzej niż wczoraj, z nosa leci i leci i głowa boli i zatoki i w ogóle do bani. Jak zejdę z tego świata to nawet nikt nie zauważy.

Ale za to jest piosenka na dziś: Kings Of Leon ‚Sex on fire’ daje rade jak nic.

DUŻY SMARK

Brak komentarzy

No to zaliczę chyba zgon we własnym domu. Normalnie ukarknę, zamarznę z zimna, zamienię się w wielki sopel lodowy. Z nosa mi leci jak z kranu, zimno mi. Wlałam w siebie dwa kubły gorącego kakao. I siedzę pod kołdrą.
ALe chwila, zacznijmy od początku, znaczy się że w weekend miałam małą inwazję kosmitów, kochanych kosmitów. Braty z breslau przyjechały, wypiliśmy trochę – jedni nawet więcej niż trochę… Pojedliśmy. I cała armia w niedzielę rozjechała się na wszystkie strony pozostawiając mnie sama sobie. I tak smutno mi. I zimno. eM też daleko.
Kapie mie z nosa ogromnymi glutami.

Delektuję się w ramach rekompensat nową płytą The Verve i oczywiście Metallici – przedostatni kawałek chyba to jest, co mi przypadł do gustu, ale pewna nie jestem. Może jutro rodzice mnie odwiedzą – mama zrobi obiada :)

A tak z zupełnie innej beczki, wiem że to chyba najbardziej dziwna rzecz jaka się we mnie urodziła, ale doszłam do przekonania, że w imię [ale to durnie i górnolotnie brzmi, ble] miłości, to znaczy w imię tego całego uczucia, tego że tak bardzo się kocha i chce się jak najlepeij dla tej drugiej osoby, no to że ja byłabym skłonna odejść, zostawić tak aby nie krzywdzić, aby ta druga strona poczuła się szczęśliwsza jeśli by ze mna tak nie było. Bo miłość to chyba ma polegac na tym aby być szczęśliwym, prawda? Owszem sa dobre i złe chwile, ale jeśli ktos miałby z mojej przyczyny czuc się ograniczany, nieszczęśliwy to byłabym w stanie to zrobić…

Dzieci na placu zabaw pod balkonem mnie przed chwilą rozbroiły – a widze i słysze doskonale gdyż balkon mamy od dziedzinca i doskonale słychac ich popołudniowe wrzaskowybryki. Zazcęły na całe gardło śpiewac Bóg kocha mnie takiego jaki jestem no i tam jeszcze są dwa wersy po czym jest cos na styl uuu boża radośc mnie rozpiera. Dzieciarnia własną interpretację wprowadziła, otóż było uuuaaa boża radośc mnie rozbiera. Po czym po tych mega śpiewaw nastąpiło na wyścigi recytowanie ojcze nasz zdrowasiek i innych modlitw znanych w tym wieku. Jakieś do pierwszej komuni?? Cyz kandydat na duchownego rośnie??

Kuchen ja machn celowo a nie backen, bo ni ma jak backen. Zatem ze zdobytych półproduktów zabieram się do wyprodukowania ciasta owocowego z galaretką i śmietaną. Mniam.

Już niedługo nowa Metallica…


  • RSS