Ok, od ostatniej notki minęło hmm ponad miesiąc. Wówczes posoadałam zapaleni espojówek i katar. Od ostatniego czasu zdążyłam zapracować się na śierć, zachorowac na bakteryjne ostre zapalenie górnych dróg oddechowych, wysmarkac cały mózg, wypluć z siebie całe płuca i dostać opierdol od lekarza, że przychodzi się szybciej a nie jak już ratunku ni ma. Wpakowali we mnie opakowanie pencyliny, dwa opakowania innych specfików i jakoś przełaziłam ponad dwa tygodnie z paskudztwem. O L4 wspominać nie będę bo jeszcze jakiś nadgorliwiec doniesie na mnie do zusu i dupa będzie.
Roboty mam od zajebania, zasadniczo trzy dni, żeby wyjśc na prostą. Dwa dni na zrobieni porządku na biurku i podobno na urlop idę. Masakra. Mam serdecznie dość wszystkiego. I ciągłe, nagłe zmany pogody źle wpływają na moje samopoczucie i zdrowie.
Trzeba by jeszcze jakieś decyzje pokończyć, co by jutro mnie pracy było….