melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2010

No to jestem oficjalnie i nieoficjalnie pochorowana. Mam wirusa w oczach. I skończyło się, tak jak przewidywałam, na oskrzelach. A najważniejsza rzecz-moja lekarka jest sponsorowana przez ibuprom, definitywnie. Kazała kaszel, katar, gardło leczyc ibuproem ewentualnie ibupromem zatoki. I czekać aż samo przejdzie. Ciekawe tylko gdzie ma przejść? Bo jakoś po czterech dniach zjadania – nie nie ibupromu, moze to mój błąd, peralginy, aspiryny, wit.C rutinoscorbinów, strepsildsów, flegaminy i co tam jeszcze w apteczce zalega – poszłam w jeszcze gorszym stanie, to nie chciała dać mi nic na wyzdrowieni tylko po raz kolejny reklamowała ibuprom. Cokolwiek. Mam teraz w posiadaniu połowę apteki z ibupromem na czela i paroma nieco mocniejszymi specyfikami. Wypluwam zawartośc płuc. Z nosa jak z kranu. Po porostu kwitnąca, jak na wiosnę przystało. I jakoś to choróbsko nie pasuje mi do pejzażu z kurczaczków, jajeczków i baziów.

Właśnie blog mi pokazał, że przez ostatnie osiem lat napisałm 837 ‚notatek’. Hmm to wychodzi średnio 4,35 notki na miesiąć. Pisarka ze mnie jak nie wiem co. No ale ostatnimi czasy tak się dzieje, że pracuję ponad ustawową normę a gdy już zawloke się na chatę to nie mamochoty wypluwać z siebie żadnego bełkotu naturu zwłaszcza literackiej.
Dlatego też dziś będę popijała redsa apla, w którego się zaopatrzyłam i słuchać Madonny albo Rammsteina. Amen.

 

Przemawia przeze mnie niechęć do świata i wszelkich rodzaju czynnosci, ktore mam zaszyczyt i obowiązek wykonywać. Za to chęć przemawia do kartona lodow czekoladowych z kawalkami czekolady, którym to żywię się od poniedzialku + psztet i maślanka. Jeah, super dieta. Ale lody veri ver :)
Taa i mialam dbać o linię…
Szczerze mówiąc po powrocie z pracy do domu nie mam ochoty patrzeć na kompa. Jedyne co mnie skłania żeby wogóle odpalić pasqda to Miś Przekpumniś zwany Vtorqiem Potvorqiem.
Po prostu mi się nie chce. Spac mi się chce. Wciąż. Permanentnie. Nieskończenie.

dziesiejszy tydzien sponsoruje Madonna z kawałkiem ‚Miles Away’
 
I just woke
up from a fuzzy dream
You never would believe those things that I had seen
I looked in the mirror and I saw your face
You looked right through me, you were miles away
All my dreams they fade away
I’ll never be the same
If you could see me the way you see yourself
I can’t pretend to be someone else
You always love me more, miles away
I hear it in your voice, we’re miles away
You’re not afraid to tell me, miles away
I guess we’re at our best when we’re miles away
So far away
When no one’s around then I have you here
I begin to see the picture, it becomes so clear
You always have the biggest heart,
When we’re six thousand miles apart
Too much of no sound
Uncomfortable silence can be so loud
Those three words are never enough
When it’s long distance love
You always love me more, miles away
I hear it in your voice, we’re miles away
You’re not afraid to tell me, miles away
I guess we’re at our best when we’re miles away
So far away
 I’m alright, don’t be sorry, but it’s true
When I’m gone you’ll realize
That I’m the best thing that happened to you
You always love me more, miles away
I hear it in your voice, we’re miles away
You’re not afraid to tell me, miles away
I guess we’re at our best when we’re miles a-a-away…
You always love me more, miles away
I hear it in your voice, we’re miles away
You’re not afraid to tell me, miles away
I guess we’re at our best when we’re miles away

Ok, foch przeszedł dawno, niemniej w ramach protestu postanowiłam nie używać bloga bo nie może dogadać się on z moimi przeglądarkami. Konflikt jaki między nimi sie wywiązał powodował ciągłe zjadanie notatek jakie spłodziłam lub niemożność zalogowania się na samego blogo. W związku z tym to JA się obraziłam na chroma, liska jak i bloga. I basta. Jak zeżre ten post, albo mnie wykopie to normalnie skopię dupy albo projektantom przeglądarek internetowych albo adminsitracji bloga.

Do rzeczy: it’s official: weszłam w fazę bridezilla (zaczrepnięte od Rudej a skąd ona, to nie wiem), wcale nie jestem z tego tytułu zadowolona. Przeraża mnie to i wkurza. Ale formalności odchaczone z listy ‚to do’. Zostało na niej zaledwie jedna czy dwie pozycje. Ale listy są dwie. Ta druga pod tytułem nieformlaności jest długa i póki co po maleńku odchaczam załatwione sprawy ale co coś odchaczę to nagle coś trzeba dopisać.
Postanowiłam sporządzić również ‚listę prezentów’ wychodząc na przeciw tym, którzy woleliby jednak papiera w kopertę nie wkładać, no i dlatego że uwielbiam prezenty. Jednka zauważyłam jedną prawidłowość ‚ładne rzeczy’ które mi się widzą cenowo zaczynają się powyżej trzech zer. Hmm poddaję się. jedyne co mi przychodzi do głowy to dwie wejściówki na Metallice ale pytanie czy będziemy wówczas w kraju…
A propos koncertów – Rammstein powala na kolana. Najlepsze show jakie kiedykolwiek widziałam. Muzyk+efektyświetlne+pirotechnika=niezapomniany spektakl. Naprawdę warto było po stokroć i z pewnością jeszcze się wybierzemy jeśli znów przyjadą.
No i tak na zakończenie to super śnieżyca. I znów kozaki trzeba założyć…


  • RSS