I po krzyku. I po ślubie i pogoda przyszła. Teraz. Szczególik, że drugiego d rana tak lało, że świata nie widać. No ale powinnam się cieszyć. Wystarczyły dwa suche dni i – tadam tadam – wściekły królik mode on + glut do podłogi i kichanie na zawołanie. Katastrofa.
Chwilowo czuję się jak w klatce, a może jak intruz, nie mam swojego miejsca, i wszyscy na mnie dziwnie patrzą. Chcę już na ten pieprzony urlop daleko stąd a później szybciutko do Poz. Tam jestem w domu, u siebie. Tu nie. I nie czuję jakbym kiedys miała być.

Pora wracać na front. Do zapamętania – wizyta w aptece obowiązkowa!!!!