melii blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2011

Jak nie chodzimy do lekarza to nie chodzimy, jak się rozpędzimy to na całego. Bobas zachorzał, zachorzeli i rodzice. Czy jakoś w tej kolejności. W jeden dzień pani doktorowej nie było ani prywatnie ani w przychodni. Na drugi w przychodni dwie h czekania i czarno od pacjentów. Wszyscy na komendę chorują chyba. W każdym razie pierwsza poważna infekcja, po ośmiu miesiącach. Z uwagi na ilość pacjentów nawet o wysypce nie było jak pogadać. Syropy mamy plus antybiotyk. eM oczywiście narobił mi wstydu próbując wytknąć pani doktor (może i w innym wypadku słusznie) złe zastosowanie antybiotyku. Biorąc pod uwagę, że chodzimy z bobasem do lekarki, która słynie w gradole ze swego niechętnego podejścia do stosowania antybiotykoterapii, troszku mi wstyd było. Na zasmaranym, zachrypłym i wypluwającym oskrzela dziecku nie będziemy testowali długotrwałego leczenia syropem na kaszel z cebuli, bo mi za tydzień w szpitalu z zapaleniem płuc wyląduje. Ogólnie podawanie jakiegokolwiek lekau temu dziecku, graniczy z cudem. Ale jakoś brniemy do przodu. Jutro kontrola, jeszcze troszkę charczy, kaszle glutów z nosa nie pozwala ruszyć, ale znacznie lepiej niż było. Za to w nagrodę ja umieram. Z nosa jak z kranu, troszkę grdło/krtań. eM kaszle uparcie. Teraz znów my się musimy leczyć co by na nowo młodego nie zarażać. W zasadzie zupełnie o czymś innym miało być, tyle że teraz mi się dopiero przypomniało co chciałam faktycznie napisać.

APOGEUM

Brak komentarzy

Jedźmy od początku czyli od końca. Wczorajsza noc to jedno z tych tzw. apogeów(?). W kazdym razie małe apogeum było. Pytanie tylko z czym związane. Bo to, że mamy bobasa wyjątkowo do przodu, to wiemy doskonale. Stoi stabilnie przy meblach lub podtrzymywany za rączki. Zasówa na tych małych nóżkach aż podtrzymujący nie nadąża. Od samego początku(ok 4 miesiąca) je z łyżeczki i ma już 7 zębów na pokładzie. W ubiegłym tygodniu 8 miesięcy pyknęło. Koniec chwalenia się/użalania. Apogeum może ośmego zęba. W każdym razie noc z głowy, młody z lekka chyba nam zachrypł i bedąc dalekim od takich metod zaaplikowaliśmy przeciwólowego co by się bobas nie męczył tak bardzo. Mam wrażenie, że średnio pomógł. W ogóle leczenie tak malutkich dzieciaszków, to czasem mam wrażenie zabawa w ciuciubabkę. Nawet bardzo dobry lekarz chyba w połowie przypadków bardziej strzela w ciemno i na intuicji jedzie. Bo trdno mi uwierzyć, że tak bezbłędnie rozpoznają bobasowe przypadlości. A’propos przypadłości daję sobie jeszcze czas do końca tygodnia i ponownie odwiedzimy panią doktorową gdyż albowiem bobas się najprawdopodobniej uczulił. A po specyfikach przepisanych właśnie przez lekarza jest chyba jeszcze gorzej. Daltego wydaje mi się to troszkę ciuciubabką. Zwykle gdy kończyło się mlesio dzwonię do pani doktór i później tylko odbieramy receptę bez konieczności biegania z bobasem. Ale że właśnie go coś obsypało stwierdziłam, że przy okazji recept na mlesio okażemy delikwenta, bo mało ciekawie wygląda. Wydawało się że przed wszelakimi zmarłymi w przychodni będą pustki a tu zonk. Zaroiło się bobasami. Półtorej godziny czekania i pani doktor co to miała już dość świata. W sumie to jej się nie dziwię. Ale jako pacjentka a raczej mama pacjenta czuję niedosyt. O wilku mowa. Pacjent zaczyna się wiercić. Zatem tymczasem.


  • RSS