Pod koniec stycznia już było wiadomo na pewno. Ale jak mi N pierwszy raz przez telefon powiedziała. To w trakcie rozmowy musiałam się gryźć po języku. Jak się rozłączyłyśmy to się popłakałam. I do końca stycznia liczyłam, że to pomyłka. Złośliwy pasqd. Lekarze najpierw wdrożyli chemię. W przyszłym tygodniu będzie trzecia.  Mastektomia wstępnie maj. Po ostatniej chemi był good news, pasqd pękł i się nie powiększa. Ale N pożegnała swoje piękne kręcone włosy. Jeszcze brwi zostały i rzęsy.
Wczoraj wpadła do biura. Wyściskałyśmy się mocno. W czapeczce z polaru i czerwonej sukience jak krasnoludek wyglądała. Twierdzi, że zaczęła puchnąć po sterydach. Na razie my tego nie widzimy. Ale musi wiedzieć, że wszyscy jesteśmy z nią. Z Nimi, bo Mi twardo stoi u jej boku.
Nie sądziłam, że tak będę przeżywać. No ale dotychczas wszelkie mi znane chore na raka kobiety to przyjaciółki – równolatki mojej mamy. A N? N jest moją rówieśniczką.
Jakie to wszystko jest popierdolone.