Bo pisać to dawno tu nie pisałam. Milion wymówek, ale są sprawy które mnie ruszają. I tak ruszyło mnie. Ruszyło mnie to, co nasz rząd zrobił z trójpodziałem władzy w naszym kraju. W sumie już go nie ma.
Po kawałku, misternie, wbrew protestom zdemontowali Trybunał Konstytucyjny. Minister sprawiedliwości jest prokuratorem generalnym i może w prokuraturze wszystko(żeby tylko w prokuraturze). Dziś do Senatu trafiła ustawa o KRS, która gładziutko(a jakże) przeszła przez Sejm. A w przyszłym tygodniu pod obrady Sejmu trafia ustawa o Sądzie Najwyższym. Jak coś pomyliłam, to proszę o sprostowanie. Ale chyba wszystko dobrze zapamiętałam.
Serio, to się nie dzieje.
Nie twierdziłam, że było idealnie. Ale jak to wczoraj w jednym z programów porównano, były bezpieczniki, które nas chroniły. Jak zostaną wymontowane wszystkie, w razie zwarcia grozi nam pożar.
W sumie w mojej subiektywnej ocenie, to już się pali. Straży pożarnej w postaci jakieś opozycji czy też innej siły jednak nie widać.
Coraz mniej mi się to podoba.
I nadal jedyną, niepojętą, niezrozumiałą dla mnie sprawą jest kto do ch*** głosował na tych ludzi i dał i pełnię władzy. Ludzie w rozmowach zazwyczaj się zapierają, ale kurna ktoś głosować musiał. Ktoś ich wybrał. Więc szanowni wyborcy, Ci co głosowaliście ale nie chcecie się do tego przyznać, gratuluję. Oby wam się czkawką odbijało do śmierci.