melii blog

Twój nowy blog

Jak nie chodzimy do lekarza to nie chodzimy, jak się rozpędzimy to na całego. Bobas zachorzał, zachorzeli i rodzice. Czy jakoś w tej kolejności. W jeden dzień pani doktorowej nie było ani prywatnie ani w przychodni. Na drugi w przychodni dwie h czekania i czarno od pacjentów. Wszyscy na komendę chorują chyba. W każdym razie pierwsza poważna infekcja, po ośmiu miesiącach. Z uwagi na ilość pacjentów nawet o wysypce nie było jak pogadać. Syropy mamy plus antybiotyk. eM oczywiście narobił mi wstydu próbując wytknąć pani doktor (może i w innym wypadku słusznie) złe zastosowanie antybiotyku. Biorąc pod uwagę, że chodzimy z bobasem do lekarki, która słynie w gradole ze swego niechętnego podejścia do stosowania antybiotykoterapii, troszku mi wstyd było. Na zasmaranym, zachrypłym i wypluwającym oskrzela dziecku nie będziemy testowali długotrwałego leczenia syropem na kaszel z cebuli, bo mi za tydzień w szpitalu z zapaleniem płuc wyląduje. Ogólnie podawanie jakiegokolwiek lekau temu dziecku, graniczy z cudem. Ale jakoś brniemy do przodu. Jutro kontrola, jeszcze troszkę charczy, kaszle glutów z nosa nie pozwala ruszyć, ale znacznie lepiej niż było. Za to w nagrodę ja umieram. Z nosa jak z kranu, troszkę grdło/krtań. eM kaszle uparcie. Teraz znów my się musimy leczyć co by na nowo młodego nie zarażać. W zasadzie zupełnie o czymś innym miało być, tyle że teraz mi się dopiero przypomniało co chciałam faktycznie napisać.

APOGEUM

Brak komentarzy

Jedźmy od początku czyli od końca. Wczorajsza noc to jedno z tych tzw. apogeów(?). W kazdym razie małe apogeum było. Pytanie tylko z czym związane. Bo to, że mamy bobasa wyjątkowo do przodu, to wiemy doskonale. Stoi stabilnie przy meblach lub podtrzymywany za rączki. Zasówa na tych małych nóżkach aż podtrzymujący nie nadąża. Od samego początku(ok 4 miesiąca) je z łyżeczki i ma już 7 zębów na pokładzie. W ubiegłym tygodniu 8 miesięcy pyknęło. Koniec chwalenia się/użalania. Apogeum może ośmego zęba. W każdym razie noc z głowy, młody z lekka chyba nam zachrypł i bedąc dalekim od takich metod zaaplikowaliśmy przeciwólowego co by się bobas nie męczył tak bardzo. Mam wrażenie, że średnio pomógł. W ogóle leczenie tak malutkich dzieciaszków, to czasem mam wrażenie zabawa w ciuciubabkę. Nawet bardzo dobry lekarz chyba w połowie przypadków bardziej strzela w ciemno i na intuicji jedzie. Bo trdno mi uwierzyć, że tak bezbłędnie rozpoznają bobasowe przypadlości. A’propos przypadłości daję sobie jeszcze czas do końca tygodnia i ponownie odwiedzimy panią doktorową gdyż albowiem bobas się najprawdopodobniej uczulił. A po specyfikach przepisanych właśnie przez lekarza jest chyba jeszcze gorzej. Daltego wydaje mi się to troszkę ciuciubabką. Zwykle gdy kończyło się mlesio dzwonię do pani doktór i później tylko odbieramy receptę bez konieczności biegania z bobasem. Ale że właśnie go coś obsypało stwierdziłam, że przy okazji recept na mlesio okażemy delikwenta, bo mało ciekawie wygląda. Wydawało się że przed wszelakimi zmarłymi w przychodni będą pustki a tu zonk. Zaroiło się bobasami. Półtorej godziny czekania i pani doktor co to miała już dość świata. W sumie to jej się nie dziwię. Ale jako pacjentka a raczej mama pacjenta czuję niedosyt. O wilku mowa. Pacjent zaczyna się wiercić. Zatem tymczasem.

WRACAM DO ŻYWYCH

Brak komentarzy

Wczoraj eMowi przypadkowo otwarła się strona mojego bloga i zapytał czy on jeszcze aktywny. No i w sumie to może trzeba się wytłumaczyć czy coś. A może nie trzeba. Po prostu lecimy dalej. Oj lecimy, bo czas strasznie zapierdala i nawet nie wiem kiedy przeleciały nam te miesiące, kiedy mnie tu nie było.
eM siedzi przy swoim komputerze i projektuje panel ścienny innymi słowy mini meblościankę. Tylko, że eraz modne są inne rodzaje meblów. Meblościanki niet. Ja nadrabiam zaległości blogowe z ostatniego półtora miesiąca. Mniej więcej tak to wygląda. A w pokoju obok śpi to małe ustrojstwo, przez które cały świat stanął do góry nogami… I chyba dlatego ja tu kombek zrobiłam. Bo skora teraz już jestem doświadczonom matkom polkom*, tfu tfu nienawidzę tego okreśenia, to mogę podzielić się swymi niewybrednymi refleksjami na ten temat.
Ale ale, żeby nie było za różowa (bo i tak nikt tego nie czyta a ze statystyk wynika, że w ostatnich miesiącach to już w ogóle nikt przez duże N), to będę dawkować ironię w ratach. Złośliwe uwagi na kartki a dobre rady(bo może i takie się trafią) w częściach. 

*zabieg słowny celowy

Ok, kufer spakowany, niemniej Bombel za malutki na wyklucie. Zatem Pani dochtor uznała, że poczekamy jeszcze tydzień bo każdy tydzień w środku dobrze mu robi. A jak co to: ‚zdążcycie Państwo dojechać, w 2h nic się nie stanie’. I napisała oficjalne skierowanie na jutro oraz wpisała w grafik na oddziale. Tylko dopiero po fakcie zaczaiłam, że zapomniała o jednym maleńkim szczególinku. O pieczęci oddziałowej. I coś czuję, że nie będzie łatwo na izbie przyjęć. Tak więc wszystko czeka do zabrania ino kombinezonik od Cioci Rudej gołębie pocztowe pewnie nie zdążą dotachać.
Podsumowując całe 9 miesięcy – stanowczo najwięcej wydałam na lekarza i wszelkie badania ekstra płatne. Z inncyh wydatków sporo kosztowała wyprawka do szpitala z uwagi na to, że nie posiadam koszul nocnych(ok te co mam do szpitala się nie nadają bo jedwabne albo koronkowe), wolę piżamy. Nie posiadam otwieranych cyckochronów, specjalnych gaciów na wacie itp. Tak więc nie licząc tego, w całej ciąży zakupiłam dwie pary jeansów z golfem, trzy pary gatków damskich bokserek, oraz jeden większy cyckochron za całe 10 zeta. Z innych ciuchów jakie zakupiłam to słeter i dwie sukienki wszystko w rozmiarze 34 – NIECIĄŻÓWE. KURTYNA.
Teraz poproszę o oklaski. Autografy przez telefon rozdaję.
A statuetkę oskara odbiorę jak wejdę na wagę po powrocie ze szpitala, póki co mogę przyjmować zakłady ile kilogramów będzie.

Dziś po przebudzeniu znów zachciało się zaśpiewać ‚Kiedy pada śnieg, śnieg, śnieg…’ tudzież ‚Jingle bells, jingle bells’ tfu, tfu. Ale z drugiej strony jak tak patrzę przez okno, to tak jakby w zwolnionym tempie takie maleńkie płateczki śniegu opadają. Dobra, ale ja już mam śniegu serdecznie dość, o mrozie nie wspomnę. I wiem, że się powtarzam, ale ja bardzo proszę o przeniesienie do ciepłych krajów, tam gdzie średnia temperatura oscyluje w granicach +25, co jest optimum potrzebnym mi do życia.
Nic to, w takim pięknym zimowym klimacie trzeba spakować dziś torbę, w którą nie mam bladego pojęcia co zabrać. I coraz bardziej chcę, żeby mnie jutro już tam zostawili i zakończmy odliczankę w tej chwili. Bo przekładanie terminów i kolejne wizyty coraz bardziej mnie stresują i boję się przeokropnie, że po prosu nie zdążymy i nie mam ochoty dłużej się bawić w wyczekiwanie. Bombel zresztą chyba też nie, bo coraz bardziej zbliża się do wyjścia.
A w ogóle to bym zjadła bezę z kremem kawowym.

POMIDOROWA

1 komentarz

Wczoraj zachciało mi się rosołku. Gar nagotowany. Dwa talerze wciągnięte. Zatem koleją rzeczy naturalnych dziś jest pomidorowa. Chciałam jeszcze zrobić ogórkową jutro, ale zbyt późno sobie uświadomiłam, że z pomidorówki trochę trudno będzie zrobić ogórkową a bulionu osobno nie odlałam. Cóż w takim razie ogórkowa będzie w przyszłym tygodniu.
Ale co to ja chciałam blog roku – mała agitacja wysyłamy smsy na nr 7122 o treści A00104. Ja już wysłałam. Żeby było wiadomo głosujemy na Rudą, tą Blondynkę. Ja już wysłałam sms. W sumie to jak przejżałam te blogi zgłoszone do konkursu w jej kategorii, to ekhm. Nie zazdroszczę posoadania dzieci autystycznych, z innymi chorobami. Dziekuję Bogu że nie jetem sparaliżowana, głucha czy niema. Ale właśnie takie blogi dominują. Pokazują inne życie, a jednak takie samo jak nasze. No ale sama nie wiem czy tego nie za dużo. Gdzie się nie spojrzy to każdy o tym pisze. Bardzo dobrze, niech piszą. Ale żeby konkursy wygrywać.
Na koniec autolans – mam nowy stół i krzesła na 12 osób, sama nie wiem…

Moja teoria już nie jest tylko teorią, za każdym razem jak zerkam w statystyki to wyraźnie widać, że jak się tu nie udzielam to oglądalność tych czarnych kwadrcików na białym tle, jak na mój skromny bloguś jest ogromna (nawet do trzech czterech osób dochodzi). Wystarczy jednakowoż, że zaczynam coś tu bazgrać momentalnie odwiedziny zanikają. Niemniej. Jest już normalny, nie na korbkę, internet zatem mogę co nieco poudzielać się grafomańsko. A nuż a widelec.
Mamy nowy rok, wkroczyliśy na grzązki bardzo nieznany grunt. Zatem po raz kolejny będę się wspomagać odliczaniem. Bo chyba zaczynam popadać po maleńku w taki sobie deadline panic. Nie przymierzając na poważnie trzeba było rozpocząć operację Bombel, pozostało nam +/-55 dni. Z resztą lekarze(karki) są głupie, jedna daje mi niespełna 50 dni. Za to ja daję sobie 60. To się nazywa rozpierducha zapewne po fachowemu. Bombel po kilku miesiącach niepewności w końcu ujawnił się, że będzie Bomblem a nie Bomblinom. A mi strzeliła dycha+ na wadze, co spowodowało kolejne smuteczki. Ale w końcu ‚rośnij duży okrąglutki’, czego to się nie robi w imię wyższych celów i większego dobra.
Co najgorsze, poza tym, że Bombel już jest blisko coraz bliżej i zaraz się zmaterializuje w swej ludzkiej powłoce, mam w domu już jednego Bombla, któremu nie przymierzając stuknęło miesiąc mu 30 zim a jest jeszcze bardziej infantylny w swym podejściu do rodzicielstwa niż prawdziwy Bombel do bycia infantylnym noworodkiem. Witki opadają. I sama nie wiem czy to tylko zwykła powłoka ochronna, czy też może naturalne podejście jak to ostatnio określił mianem ‚new chelleng’. Tylko to tak chyba do końca nie jeste. Bo wyzwanie wyzwaniem a reszta gdzie. Mój instynkt na razie bez zmian -pińćset. Ale zaczynam nabierać z przerażeniem świadomości co mnie, co nas czeka. Szkoda, że tylko ja…

Od 17 października jakby troszku czasu upłynęło – no ale zawdzięczamy wszystko miłościwie nam panującym firmom telekomunikacyjnym, świadczącym również usługi dostępu do internetu, żesz kurwa jego mać. Ruda przywłaszczyła sobie MÓJ skeczyk – link o tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=XugIw1yTFWg
Koniecznie obejrzyjcie drugą część! Ale co ja to, a tak otóż na chwilę obecną czuję się jak bohater skeczu Pana Sadowskiego. Przypuszczam, że człowiek będący mym mężem również. Po co w ogóle łącze w domu, po co komuś internet, telefon.
Wyjaśniam – notka powstaje, bo chwilowo działa internet na korbkę i miejmy nadzieję, że do końca pisania wytrzyma. Jak mocno padał śnieg ostatnio, to nie chciał działać. No i kolejna sprawa mamy zimę, potężną ze śniegiem i mrozem. I co jeszcze od tamtego czasu, a no najważniejsze neu Wohnung. Jakoś tak mi umknął ten szczególik. Ale za długo by o tym pisać, tak więc przejdźmy nad tym do porządku dziennego i w międzyczasie będę opowiastkę rozwijać.
Póki co zerka na mnie wór z 10 kg małfefki do przerobienia na soczek, zatem do boju.
Amen. 

NIEDOCZEKANIE

Brak komentarzy

Za każym razem kiedy mówi, że chciałby abym zasypiała przy nim a ja mówię, że nie widzę go w łóżku marzy mi się że odpowiada ‚to otwórz mi drzwi’.

CAŁE TE ŚLUBY

Brak komentarzy

A raczej pogrzeb panieński. No to tyle ile mogę powiedzieć, o Ślubach Panieńskich. Bo własnie w Trójkowo Filmowo zachwalają. W ubiegłym tygodniu z eMem byliśmy i totalne zawiedzenie. Wiersz wierszem, Fredro wiadomo. Ale film nie trafia. Spodziewałam się chyba czegoś więcej. Cóż reklamowany jest jako komedia wszechczasów czy cuś. Jak się czytało to i zabawne było, ale w filmie to na siłę chyba szukałam śmiesznych sytuacji żeby się pośmiać. Zresztą chyba jak większość na sali, bo jak na komedię, to wyjątkowo mało się ludzie śmiali. No chyba, że był to rodzaj inteligentnego, górnolotnego śmiechu wewnętrznego, zwanego w moim gronie znajomych ‚pizganiem w duchu’. A i co najważniejsze, albo ja żem tempa strzała, albo co innego, ale ni chuja nie czaję wplecenia wątków rozmów przez komórki jak i widoku ekipy realizatorskiej w tle. Jak to niby miało trafić i w czym pomóc młodemu widzowi??? Ups, ok może do mnie nie trafiło, bo już nie jestem mlodym widzem. Cokolwiek. Nie trafiło i już. 

Film z kategorii przeciętnych, jak nie szkoda wam pieniędzy na bilet, to nie idźcie.  

  • RSS